29 października 2009

Teologowie, sceptycy i wilkołaki

Trochę wynudzony milionem artykułów o wampirach, a jednocześnie chcąc pozostać w klimacie halloweenowym, garść słów o mniej popularnym potworze. Pomimo dysproporcji pomiędzy popytem na wampiryzm a wilkołactwo, pomimo gorszej prasy, temat wilkołaka wydawał mi się zawsze ciekawszy. Komediowy majstersztyk Gene Wildera "Miłość wilkołaka" i wspaniały "Tetfol" Frederica Delzanta, z którym równać może się jedynie antyreligijny "Szninkiel", życiowo obligują mnie do zajęcia się tematem zębiastych futrzaków. Szczególnie że w łapy wpadł mi niezły rarytas - "Strange histories. The trial of the pig, the walking dead, and other matters of fact from the medieval and Renaissance worlds". Tym razem bez wyjaśnień wilkołactwa na bazie zespołu Cushinga, hipertrichozy, czy czegoś podobnego, w ogóle bez jakichkolwiek wyjaśnień. Autor książki Darren Oldridge, skupił się na rzadko poruszanym wątku, ewolucji sceptycyzmu wobec wilkołaka i roli jaką odegrał w tym Kościół.

Do tej pory najciekawszym znanym mi przykładem bliskiego kontaktu wilkołactwa z klerem, był katecheta z puławskiej podstawówki. Okrzyknięty przez media wilkołakiem, oraz insynuacje co do jego kontaktów z siłą nieczystą, to wypadek nie z XVIII wieku lecz sprzed kilku miesięcy. Całą sprawą zajęła się prokuratura, co czyni to już czymś tak żenującym, że ogon opada mi do ziemi. Jak się okazuje, już od wieków Kościół miał tu wiele do powiedzenia. W końcu sama Biblia dostarcza świadectw takiej metamorfozy. W księdze Daniela czytamy: "Natychmiast wypełniła się zapowiedź na Nabuchodonozorze. Wypędzono go spośród ludzi, żywił się trawą jak woły, a rosa z nieba zwilżała go. Włosy jego urosły niby pióra orła, paznokcie zaś jego jak pazury ptaka.” (Dn. 4, 30). Dobry chrześcijanin nie mógł mieć wątpliwości - przemiany człowieka w zwierze są faktem. W 1580 francuska wiedźma pod postacią wilka uprowadziła dwójkę dzieci. We włoskim mieście Ferrara jedna z kobiet zmieniała się wielkiego kota. W szesnastym wieku, podczas pobytu we Flandrii, jezuita Martín Del Rio, donosił o miejscowej wiedźmie zmieniającej się w ropuchę, zaś węgierskie czarownice potrafiły przemienić się w osy i trzmiele.

Umysły epoki zgadzały się co do tego, że wszechmogący Bóg z łatwością przemieniłby człowieka w wilka, jednak wilkołactwo była atrybutem diabla, zatem pytanie tyczyło się tego, czy również szatan posiada tak wielką moc. Uczeni którzy dopuszczali do siebie taki potencjał lucyfera stanowili mniejszość, jednak zaliczali się do nich tak wielkie postacie jak teoretyk państwa Jean Bodin. Na sceptycznym stanowisku stał francuski demonolog Henri Boguet. W pismach z 1602 Boguet odrzucił taką możliwość, ponieważ zwierzęce ciało nie byłoby w stanie przyjąć ludzkiej duszy czarownicy. Tym którzy napominają Kościół za odmawianie zwierzętom duszy przypominam, że teologiczna, platońsko-arystotelesowska doktryna mówi o 3 rodzajach dusz: duszy rozumnej człowieka, zmysłowej zwierzęcia i duszy wegetatywnej roślin. Jeśli dusza ludzka nie może wcielić się w niezaprojektowane dla niej ciało wilka, na czas przemiany szatan trzymałby dusze czarownicy w jakimś innym miejscu, a na to Bóg by już nie pozwolił - argumentował Boguet. Sprawa była jednak skomplikowana za sprawą osób które przyznawały się do bycia wilkołakiem. Reginald Scot w swoim dziele Discoverie of Witchcraft (1584) uważał wilkołactwo za przejaw choroby psychicznej, jednak tak twardy sceptycyzm był rzadkością.

Stojąc na stanowisku niemocy diabła, przy setkach doniesień o wilkołakach z całej Europy, wydedukowano że szatan stwarzać musi jedynie iluzje wilkołactwa zarówno u samego wilkołaka jak i u jego ofiar. Życie dawała jednak i na to kontrargumentów. W 1588, w Auvergne, pan zamku zaatakowany w czasie polowania przez wilka, w szamotaninie odciął bidakowi łapę. Ta wylądowała w jego sakiewce. Już w czasie powrotu do pałacu dostrzegł, iż łapa zmieniła się w ludzką rękę, w dodatku w dłoń z pierścieniem jego żony. Oczywiście na miejscu władca zastał krwawiącą bez ręki żonę, a nam strach pomyśleć jak musiał wyglądać prawdziwy przebieg wydarzeń. Poradzono sobie i z tym problemem. Oficjalna doktryna brzmiała zatem tak: diabeł mąci w umyśle człowieka tak by myślał że jest wilkołakiem, następnie robi to samo u ludźmi którzy go zobaczą lub których zaatakuje, jeśli ktoś zaatakuje wilkołaka, którym jest demon a nie człowiek podejrzany o wilkołactwo, diabeł wykonuje na ciele takiego podejrzanego dokładnie takie rany jakie zadano wilkołakowi, uff. Łatwiej byłoby oczywiście całkowicie skończyć z tym zabobonem, a nie przyznać że coś nie istnieje, dowodząc jednocześnie że ma miejsce, tylko dlatego że o jego istnieniu mówi Biblia.

Cala sprawa wykraczała daleko poza czysto teologiczne dywagacje, gdyż sądy na co dzień mierzyły się z podejrzeniem o wilkołactwo, zaś kościelne słowo było tu kluczowe. W 1603, Jean Grenier, czternastoletni pastuch spod Bordeaux, chwalił się kolegom, że posiada magiczny płaszcz dzięki któremu przemienia się w wilka. Chłopięce fantazje okazała się tragiczne, kiedy miejscowe dzieci zaatakował wilk, a on stał się głównym podejrzanym. Przesłuchiwany przyznał się do bycia wilkołakiem. Na biegłego powołano teologa Jeana Filesaca, zwolennika wilkołactwa jako diabelskiego spisku. Młody Grenier na resztę życia trafił do klasztoru. Ciekawy przypadek opisuje Joe Nickell w "Werewolves or Weren’t?". Jak się okazuje wiara w wilkołaka może skazać nie tylko niewinnych ludzi, ale także winnych uniewinnić. W roku 1598 żebrak Jacques Roulet został przyłapany przy okaleczonym ciele nagiej nastolatki. Pod ciężarem dowodów przyznał się do morderstwa, jednak obarczył za nie magiczną maść która zmieniła go w wilkołaka, tak unikając kary. Jeśli mordujesz a otaczają cie głupi ludzie, warto mieć w domu trochę śmierdzącego mazidła - tak na wszelki wypadek.

10 komentarzy:

  1. "Do tej pory najciekawszym znanym mi przykładem bliskiego kontaktu wilkołactwa z klerem, był katecheta z puławskiej podstawówki. Okrzyknięty przez media wilkołakiem, oraz insynuacje co do jego kontaktów z siłą nieczystą, to wypadek nie z XVIII wieku lecz sprzed kilku miesięcy. Całą sprawą zajęła się prokuratura…"

    Przyznam, że nie słyszałem o tym. Mogę prosić o jakieś namiary, gdzie o tym pisano?

    OdpowiedzUsuń
  2. Najfajniejszy opis to oczywiście Super Express, ale wszędzie wyglądało to mniej więcej tak samo. Pisały o tym chyba wszystkie nasze największe portale, google z frazą "katecheta wilkołak" wypluje tego mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lon Chaney junior - od razu poznałem na zdjęciu jego subtelną twarzyczkę... :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałem kiedyś książkę o wilkołakach w ludowych wierzeniach. Napisano w niej że Włosi wierzyli jakoby wilkołak nie mógł wejść wyżej niż na trzeci stopień schodów. Zasada tak dziwna że aż zapamiętałem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja przeszło 90-letnia babcia nie może wejść niż na trzeci stopień schodów. Pora baczniej ją poobserwować...

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawdź czy nie ma zrośniętych brwi. Tak można rozpoznać zmory i wilkołaki;).

    OdpowiedzUsuń
  7. @pan_opticum
    "Sprawdź czy nie ma zrośniętych brwi"

    JA MAM

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja siostra obejrzała kiedyś film o wilkołakach, gdzie powiedziano, że poza zrośniętymi brwiami rodzą się w Boże Narodzenie nogami do przodu. Kiedy po paru dniach wydawało się, że poświęci na ich poszukiwania resztę swojego życia, jakoś jej przeszło, choć do dziś, prawie po 20 latach, dziwnym trafem z marszu wymienia wszystkich swoich znajomych z wilkołaczymi brwiami. Gdyby istniała wtedy nasza-klasa, mógłbym mieć teraz w domu Van Helsinga, Buffy postrach wampirów i Supernatural w jednym - a tak jest tylko jeden paranormalny świr w mojej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiedziałam, że wymyślono rodzaje dusz:P

    P.S. Dziękuję za dodanie linka mojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak patrzę na to zdjęcie, to dochodzę do wniosku, że w tej fascynacji wampirami chyba o urodę atakowanych panien chodzi :-)

    OdpowiedzUsuń