5 sierpnia 2009

Przystanek do nieba

Stare marketingowe porzekadło głosi, iż reklama jest dźwignią handlu, zaś jeszcze starsze dopowiada, że nic nie jest cenniejsze od duszy. Naczelny egzorcysta Nowego Yorku, ksiądz James Le Bar uważa handel ludzkimi duszami za coś jak najbardziej realnego. Jak opowiada, dusze sprzedaje się diabłu który przychodzi pod postacią młodzieńca, kiedy powiemy coś w stylu "...eh sprzedałbym za to duszę". Cyrograf podpisujemy własną krwią, a po tłustych 7 latach, sruu - prosto do piekła. Można oczywiście wierzyć w taki sposób zdobywania duszyczek, nie mniej są metody prostsze i skuteczniejsze. Jeno kilka namiotów, uśmiech i przyrzeczenie rychłego rozwiązania wszystkich naszych problemów. Łatwy kąsek w postaci najsłabszych owieczek, wszystko przyprawione praniem mózgu i danie w postaci naszego niewolnika, który dla nas, tzn dla Boga, zrobi wszystko, gotowe.

Strefy wpływów, a więc tradycyjne żerowiska na których pasą się religie są ściśle podzielone i dość mocno okopane. Zapuszczanie się na "nie swoim" nie jest tu mile widziane. W monoreligijnej Polsce nadmierne epatowanie swoim innowierstwem kończy się zawsze tak samo, co jednak poradzić jeśli nasz bóg domaga się nowych wiernych? W tym roku po raz siódmy oglądałem, jak ten dysonans rozwiązuje Towarzystwo Świadomości Kryszny. Aby wystawić na Przystanku Woodstock godną Kryszny reprezentacje, skrzyknąć muszą chyba wszystkie swoje siły w regionie. Inaczej nie wyobrażam sobie jak tych raptem kilkuset wyznawców z naszego kraju, byłoby w stanie zorganizować coś tak wielkiego, szczególnie w kwestii finansowej. Przejście się przez ich kilkanaście większych i mniejszych namiotów to prawdziwe wyzwanie dla zdroworozsądkowej powagi. Prosto z namiotu poświęconego reinkarnacji, wpadamy w stojący naprzeciwko namiot horoskopów, prowadzony jak przystało na XXI wiek, przez egzotycznego astrologa z laptopem. W moim ulubionym namiocie "pytań i odpowiedzi", w którym pytania zadaje sobie, od kiedy tylko pamiętam, ten sam szczupły pan, dowiedziałem się, że dowodem istnienia duszy jest niezmienność naszego charakteru przy postępujących zmianach naszego ciała. "Ciało nasze starzeje się, jednak my zostajemy tacy sami, ponieważ prawdziwe "my" nie leży w naszych fizycznych ciałach". Oto sławetna mądrość dalekiego wschodu.

Przystanek Woodstock wydaje się rajem dla duchowych headhunterów. Tysiące poszukujących swojej tożsamości dzieciaków, chętna do pijackiej polemiki młodzież i flirtujące z new ageowym sacrum, podstarzałe dzieci kwiaty - szwedzki stół religijnych agitatorów. Niezbywalnym elementem "Przystanku", (nawet kiedy oficjalnie zakazano mu udziału) jest "Przystanek Jezus", usytuowany chyba w jedynym miejscu obok którego nie sposób nie przejść - między główną sceną a prysznicami. O ile "krysznowcy" traktowani są jak zdziwaczały i niepoważny folklor, czarni kowboje to już rasowi wędrowni kaznodzieje, sondujący co się da. Księża obecni są nawet we wiosce kryszny. W tym roku wchodzących do "krysznowcow" witał napis (trochę z pamięci, więc może przekręcam):

Jeśli jesteś chrześcijaninem pamiętaj: „Niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni" (5 Mojż. 18)

Przyznam się, że w pierwszej chwili nie zrozumiałem o co w tym chodzi. Myślałem że to zwolennicy "hare kryszny" wywiesili go, aby księża nie wchodzili na ich festyn, w błyskotliwy sposób cytując Biblie, stawiając przy tym siebie w roli plugawiącego robactwa. Jak się okazało nie była to żadna ironia, a transparent prawdziwych katolików z "Przystanka Jezus". Rywalizacja dwóch religijnych konkurentów o laur prymitywizmu i matactwa, jak co roku zakończył się remisem. Co prawda skala malowanych hindusów powala w porównaniu ze skromnym białym krzyżem i objazdowym kinem, nasi chłopcy jak zawsze nadrobili ambicją i wszechobecnością godną ich Szefa. Panowie w habitach zagadujący zza płotu to niestety stały widok rockowych koncertów. Jak widać niestraszna nawet satanistyczna uczta, jeśli szwęda się gdzieś jaszcze wolna duszyczka.

12 komentarzy:

  1. Ha. Nie wiedziałem, że tam sie dzieją takie rzeczy ;-) Jak szkoda że nie mogłem trafić do namiotu "pytań i odpowiedzi"... Mam kilka pytań, np. związanych z twierdzeniem Goedla - może tam znalazłbym odpowiedź ;-)
    Trochę to głupia sytuacja, że koncerty opakowuje się w takie bredliwe działania odpustowe, dziwi mnie, że Owsiak się na to zgadza.
    Skąd bierze się w ludziach bardzo duże przyzwolenie i potrzeba afiszowania swej naiwności połączonej z pięknymi słówkami?
    Bardzo dobre zdjęcie, btw.

    Pozdrawiam, Błażej

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak. Też tę walkę o duszyczki. Tutaj Krisznowcy wygrywają na każdym froncie. Ich wioska jest otwara, odbywają się tam koncerty, dają żarcie, sprzedają napoje, malują twarze, sprzedają pamiątki, mają kolorowy wóz i śpiewają setki piosenek, złożonych z 3 słów: Hare, Rama i Kriszna. Dżizasy potrafiły tylko wkurzać modlitwami typu "modlę się za punków, za satanistów i hipisów" czy modlitwami śpiewanymi pod melodię znanych piosenek. Najśmieszniejsze jest to, że ludzie strasznie krzywią się na Przystanek Jezus ale ciemnota Krisznowców ich pociąga :)

    Pozdrawiam.

    Pan Woland

    OdpowiedzUsuń
  3. Uciekł mi wyraz:

    "Też zaobserwowałem tę walkę o duszyczki"

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam, akcję "czarnych szeryfów" jak piszesz z Jarocina w drugiej połowie lat '80. Żenujące próby, mówienia o rzeczach które, podszyte hipokryzja i kłamstwem były po prostu kompletnie nieciekawe. Nie wiem jak wygląda to na Woodstock, ale wyobrażam sobie że łapacze dusz, rozochoceni ich specjalnym uprzywilejowaniem działają zgoła odważniej. A i zapewne śmieszniej. Ciekawe jak obfity mieli połów?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hare Kryszny ma tu szczęście w nieszczęściu. W naszym kraju jest to niewątpliwie mało popularna religia, nie mniej jest dość charakterystyczna a przez to nieźle rozpoznawalna. Pozytywna recepcja krysznowcow wynika zapewne z niskiej wiedzy na ich temat. Grzechy KK są znane, nadużycia obgadane, a naiwne wierzenia znane nam od dziecka. Kryszna to dla większości wciąż tajemnica, społeczeństwo wiemy o nich tylko tyle ile chcą pokazać - to że lubią śpiewać, uśmiechać się i rozdawać żarcie.

    Niechęć do "Przystanku Jezus" jest widoczny, zarówno wśród zwykłych woodstockowiczow jak i samych organizatorów. Byłem świadkiem jak "samochód anioła stróża" był napominany prze pokojowy patrol za zbyt głośne "magafonowanie" na temat mszy. Przystanek Jezus działa trochę na przekór, w przeciwieństwie do Kryszny która tego czołowego wiatru nie odczuwa. Pamiętam czasy kiedy Przystanek Jezus miał własną scenę z gwiazdami chrześcijańskiego rocka. Dziś to tylko podest dla szalonych w duchu świętym, wykrzykujących coś o miłości Boga, a to i tak znacznie więcej niż rok, dwa wcześniej - w czasach największej posuchy kiedy nawet o lichej scenie nie mogło być mowy. Dżizasom trafiła się (nie)stety scheda po cudownej instytucji KK i tak jak polscy ateiści psioczą nie na kryszne a na kościoł, tak analogicznie ma się to na Przystanku.

    OdpowiedzUsuń
  6. I to mnie właśnie irytuje, że ludzie którzy psioczą na dżizasów, że się głośno modlą później lecą do Krishny i się bujają w rytm ich mantry puszczanej z reggae podkładem.

    Pozdrawiam

    Pan Woland

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale przecież do krysznowców chodzi sie po pyszne żarcie i nic więcej!

    OdpowiedzUsuń
  8. No wiesz, możesz też pomalować twarz, kupić "pamiątki z Indii", iść na koncert, odwiedzić namiot "Pytania i odpowiedzi" gdzie nie usłyszysz konkretów co Michał opisał wyżej. :)

    Hare hare dobre bo dają jedzonko, Dżizasy złe bo robią to samo co hare hare ale nie dają jedzonka.

    Pozdrawiam.

    Pan Woland

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest tylko dodatek do jedzenia, srsly. W zeszłym roku jeszcze powodzeniem cieszył się namiot, bo jak się chmura oberwała to nie przeciekł.
    Może krysznowcy mają odwrotnie i widzą jedzenie dodatkiem do nauczania, ale więksozść postrzega ich jako dostawców taniego, smacznego, niebiegunkogennego żarcia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja dziewczyna przyjeżdża rokrocznie na Woodstock jedynie dla krysznowego żarła - przynajmniej o to ją oskarżam, a ona nigdy jakoś za stanowczo nie zaprzecza :) Jedzenie jest tu rzeczywiście wabikiem, wabikiem poza który większość ich gości nie wykracza. Pomimo atrakcji o których wspomina Woland, rezygnacja z ryżu i słodkiej papki zapewne dość mocno ukróciłaby listę zwiedzających. Jak wiemy jest to międzynarodowa strategia Towarzystwa, "przez żołądek do serca" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jedzenie górą...Jak sięgnę pamięcią wstecz około 20 lat, oraz przypomnę sobie gdzieś niedawno oglądany jakiś reportaż z namiotu HK i przypomnę sobie to co wychodziło z ust młodych mężczyzn z kolorowych fatałaszkach to boki zrywam i stwierdzam że młody umysł ludzi którzy poszukują tam "odpowiedzi" to stwierdzam że młody wiek ma swoje prawa...

    OdpowiedzUsuń
  12. Znalazłem coś zabawnego: Czy Pan Jezus pojechałby na Woodstock? - napominania oburzonej wiernej w stronę łudstokowych kapłanów. Bardzo fajna kończąca konkluzja, "Jestem pewna, że gdy Jezus spogląda na Woodstock Jego Najświętsze Serce krwawi"

    OdpowiedzUsuń