16 sierpnia 2009

Pokusa wiary

Jak już może niektórzy zauważyli, polska "ateosfera" poniosła niemałą stratę, w poniedziałek, 10 sierpnia do Pana odszedł nasz kolega, autor Olaboga, Paweł Piasecki. Czytałem jego ostatni wpis i nie wierzyłem - stając się w tym momencie podwójnie niewierzącym - próbując przy tym zapamiętać, aby omijać Miłosza szerokim łukiem Już na poważnie, myślę że nie tylko mnie zaskoczyła deklaracja Pawła o "skruszeniu" jego ateizmu. Jego świetny blog zawsze charakteryzowała piękna literackość i bardzo emocjonalne i osobiste wpisy. Cokolwiek by nie mówić o tej przemianie, bez wątpienia zrobił to z klasą i wielką pokorą. Niestety dla niego ale stety dla jego czytelników, nie sądzę aby po tak głębokim obcowaniu z ateizmem jego mózg zaznał kiedyś chrześcijańskiego spokoju, zatem już tylko czekamy na jego rychły powrót.

Interesujące są powody dla których Paweł opuścił mroki ateizmu. Wiem o nich tyle ile sam lakonicznie napisał, z tego co jednak widzę, nie odbiegają od innych tego typu przypadków. Konflikt między wiedzą (że czegoś nie ma) a wiarą (że jednak jest) rozwikłać można na gruncie emocjonalnym. Prawdziwy bezsens życia nie wygląda najlepiej przy możliwościach wpływu na rzeczy na które wpływu mieć nie można i obietnicy sprawiedliwości, której nigdy na co dzień nie doświadczamy. Nie łatwo trwać w perspektywie znikąd donikąd, kiedy religia kusi nadaniem wyższego sensu. Jeśli nic dobrego nie czeka nas poza tu i teraz, może warto spędzić dany nam czas w kojącej ducha nadziei, przyćmić w sobie jej złudność i tak ofiarować sobie trochę szczęście? Potwierdziły to badania Instytutu Gallupa, w których głęboko wierzący" dwukrotnie częściej oceniały się jako osoby szczęśliwe. Międzynarodowe badania przeprowadzone w 16 krajach dowiodły natomiast, że dzieje się to praktycznie niezależnie od wyznawanej religii.

Istnieje spore grona ateistów, także wśród moich przyjaciół, które zazdrości tym którzy potrafią prawdziwie wierzyć. Trochę ironicznie nazywają tą sytuacje brakiem łaski - jeśli wiara jest łaską niektórym Bóg jej pożałował. Jednak jak mawiał chyba jeszcze wierzący Obirek, ateizm jest także łaską. Wiara jest łaską poznania Boga, zaś ateizm poznania natury ludzkiej. Ateizm jest też pewnym rodzajem doświadczenia mistycznego, zwanego niemym nawoływaniem Boga, pierwotnie przywoływanym w kontekście biblijnej niewoli w Egipcie czy holokaustu. Kiedy pomimo swych wysiłków nie potrafimy usłyszeć Boga, próba naszego doświadczenia jego obecności niejako ratuje nas od ognia piekielnego. Przynajmniej na dziś, możemy nie wierzyć i mieć jeszcze szanse na katolickie niebo. Pamiętajmy że wiara nie daje niczego za darmo. Bóg ofiarowuje ale i wymaga, pociesze ale i wiele zabrania. Wiele z tych nakazów są "moralnie naturalne", inne już mniej oczywiste. Osobiście przeraża mnie zahipnotyzowany tłum wstający i siadający, klęczący i znów wstający. Pogłos w kościelnych murach powtarzania wciąż tych samych fraz i strach przed zmienieniem choćby słowa w którejś z popularnych modlitw. Niewiara pozwala nie oglądać się wciąż "na górę", przynosi duchową samotność jednak za cenę wolności. Co prawda nasz interlokutor jest równie rozmowny jak piłka z która dyskutuje Tom Hanks w "Cast Away", mogę jednak zrozumieć że komuś to odpowiada.

Wszystko to oczywiście kwestia wyboru każdego z nas, jednak mówiąc za siebie, wiara bez racjonalnych dla niej przesłanek (a takie według mnie nie istnieją), nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zmarnować i tak już marne życie, to już prawdziwa tragedia. Tym bardziej że istniej wiele pokus zesłania na siebie błogiego szczęścia, z których w imię czegoś potrafimy jednak zrezygnować, a ofiara ta napełnia nas dumą. W jednym z odcinków Simpsonów, głowa rodziny, zarazem człowiek nie słynący z inteligenci, Homer, znajduje w swoim nosie kredkę. Okazało się że pastelowa kredka od dzieciństwa uciskał mu mózg, z czego wynikały wszystkie jego umysłowe niedomagania. Po jej wyciągnięciu jego IQ gwałtownie rośnie, jednak życie przestaje go cieszyć. Zaczyna dostrzegać głupotę i prostactwo popularnych komedii, ciągłe napominanie o rozwagę innych nie zjednuje mu nowych przyjaciół. Dochodząc do wniosku, iż nie poznając świata jakim jest naprawdę czuł się szczęśliwszy, ostatecznie upycha sobie kredkę w jej stare miejsce. Niestety w poza-animowanym życiu, nie mamy takich możliwości. Musimy dźwigać życie bez kredki, a już na pewno i nie udawać że jest w naszym nosie, kiedy jej tam nie ma.

13 komentarzy:

  1. Odpowiedziałem - przynajmniej na niektóre wątki - u siebie na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, róznie w zyciu bywa, ale całkowicie (przynajmniej tak mi się wydaje) rozumiem tę "pokusę wiary" - jeśli wyobrażę sobie przyjaciela, który zawsze mnie słucha, zawsze mnie chroni, a jak coś złego mi się stanie to tylko dla mojego dobra... No widzę w tym niesamowity komfort wewnętrzny. W końcu przestałbym postrzegać życie jako szereg challenges (questów? =p) tylko jako... coś innego, coś gdzie nie trzeba się męczyć, jeno płynąć z nurtem. Może tak, może nie, tylko jest coś we mnie co nie pozwala mi na taki właśnie spokój wewnętrzny, zawierzenie jakiejś religii... Niewiem jeszcze co to jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie zastanawia skąd, niemożność ujrzenia celu i sensu! zmiana ateizm-agnostycyzm wydaje mi się dość równie radykalnym.każdy ma prawo do rozważań i wniosków. Ale dlaczego właśnie taki powód?

    OdpowiedzUsuń
  4. Aha, chyba znalazlem to cos co nie pozwala mi wpasc w wiare - rozum =p. Wolę żyć ze świadomością, że jestem 'tylko' biologiczną maszyną, której celem jest rozmnożenie się (plus parę innych fajnych celów, np. tworzenie, uczenie się itp.) niż żyć w świecie fantazji.

    OdpowiedzUsuń
  5. W jednym masz rację wiara jest łaską. To o czym piszesz było moim udziałem przez bardzo wiele lat. Byłem zatwardziałym ateistą jednak dzięki łasce to się zmieniło. I tak pewnie w to nie uwierzysz ale Bóg istnieje i życie po drugiej stronie również. Czasem zamiast tak dużo się zastanawiać po prostu pomyśl: Boże, jeżeli jesteś daj mi wiarę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie my pierwsi odkryjemy podobieństwo między Bogiem, a niewidzialnymi przyjaciółmi dzieci. No, chyba że to amerykański horror, wtedy to co uważane było za niewidzialnego przyjaciela malucha, w finale okazuje się mało przyjacielskie.

    Rzeczywiście, nie łatwo jest przejść obojętnie obok wszechmocnego i wszechdobrego kompana, z bonusem na życie po śmierci. W dodatku kiedy potrafi nie tylko słuchać ale i do nas przemawiać... choć dość specyficznie. Jeśli robi to przy pomocy tych wszystkich rzeczy które i tak się zdarzą, zwykłych przypadków i zachowań innych ludzi, upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie tylko kumpel działa, ale i cały bezład dookoła nas wygląda na zaplanowany i sensowny.

    Wiara nieugruntowana intelektualnie nie jest prawdziwą wiarą, o czym wie każdy światły teolog, mówi o tym także jedna z encyklik Największego Polaka. Jeśli wiara ta pojawia się nie na gruncie racjonalnych rozważań a zaklęć, ma ona bardzo słabą wartość. Jeśli nie sposób odnaleźć Boga rozumem i jedyną nadzieją są jakieś magiczne formułki, nie trzeba być ateistą aby wzgardzić taką wiarą.

    OdpowiedzUsuń
  7. MŁ:
    "Chyba nie my pierwsi odkryjemy podobieństwo między Bogiem, a niewidzialnymi przyjaciółmi dzieci."

    W tym kontekście polecam niniejsze publikacje:

    - Paul Bloom i Deena Skolnick Weisberg, “Childhood origins of adult resistance to science,” Science (New York, N.Y.) 316, no. 5827 (Maj 18, 2007): 996-7, doi:316/5827/996.

    - Deborah Kelemen, “Are children "intuitive theists"? Reasoning about purpose and design in nature,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 15, no. 5 (Maj 2004): 295-301, doi:15102137.

    - Richard Dawkins, “Rozadział 6: Omamieni przez bajkową wyobraźnię,” w Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda, 2. wyd., Na ścieżkach nauki (Warszawa: Prószyński i S-ka, 2007).

    [W razie potrzeby pdfy z pełnymi wersjami artykułów mogę gdzieś powiesić lub przesłać mailem.]

    Wygląda na to, że w wierze w Boga nie ma nic specjalnie niezwykłego: ot, przejaw infantylności dorosłych, którzy w toku socjalizacji nie wyzbyli się pewnych dzieciowych, predeterminowanych biologicznie, intuicji.


    MŁ:
    "Wiara nieugruntowana intelektualnie nie jest prawdziwą wiarą, o czym wie każdy światły teolog, mówi o tym także jedna z encyklik Największego Polaka. (...)"

    Ja odnoszę wrażenie, że "intelektualne gruntowanie wiary" i apologetyka to zwykłe (samo)oszustwo: racjonalizowanie ad hoc tych wstydliwych dzieciowych mniemań&pragnień, oraz paru innych niskich pobudek*. Obalenie komuś owego "intelektualnego gruntu" - które, wbrew powszechnej opinii, nie jest wcale niewykonalne** - zwykle wcale nie prowadzi do wyzbycia się wiary w Boga, co unaocznia, że ów "intelektualny grunt" to tylko ściema.


    pozdrawiam
    Quasi

    * - Np. takich:

    - J. Hartung, “Love thy neighbor: The evolution of in-group morality,” Skeptic 3, no. 4 (1995): 86–99.

    - John T Jost et al., “Political conservatism as motivated social cognition,” Psychological Bulletin 129, no. 3 (Maj 2003): 339-75, doi:12784934.

    - David M Amodio et al., “Neurocognitive correlates of liberalism and conservatism,” Nature Neuroscience 10, no. 10 (Październik 2007): 1246-7, doi:10.1038/nn1979.


    ** - Patrz np.:

    - Michael Martin i Ricki Monnier, The Impossibility of God (Prometheus Books, 2003).

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy ktoś z was ma tak przygotowanego czytelnika jak mój skromny blog? :) Zarazem od razu reflektuje na twoją propozycje pełnych wersji, bynajmniej(małpa)gmail.com Z autorów przetłumaczonych na język polski i krążących w ebooku po sieci, o Bogu i wymyślonych, dziecięcych przyjaźniach, jest jeszcze Pascal Boyer "i człowiek stworzył bogów".

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonim...ja sie pisze na pdf-y, i chetnie powiesze je u mnie...Jak mozesz wrzuc u mnie jakis kontak...

    OdpowiedzUsuń
  10. teraz dostrzegłem że autor czajniczka jest z mojego Breslau, lub Wrocławia jak kto woli...pozdrowienia dla tego cudnego miejsca od mojej familii... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oto link do obiecanych pdf-ów.

    pozdrawiam
    Quasi

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże, ile różnych języków w tych pozdrowieniach, Wrocław to jednak miasto poliglotów :) Z pedeefów Quasiego, n.in bardzo fajny tekst Kelemena.

    OdpowiedzUsuń