13 czerwca 2009

Klątwa dziesiątkuje Wawrowice

Dziś już bez kpin, w końcu poważny temat. Dzisiejszy Fakt donosi o nieciekawej sytuacji mieszkańców Wawrowic na Mazurach, gdzie "klątwa zabija wszystkich 33-latków". Śmierć jest o tyle uciążliwa, że wykasza mężczyzn w wieku rozpłodowym, co przy starzejących się mazurskich wsiach, jest dodatkowym problemem. Wieś jest naprawdę mroczna szczególnie, że jak pisze autor:

Gdy słońce chowa się za chmurami, świst wiatru złowrogo gra na sztachetach płotów...
Jako samozwańczy ekspert od zjawisk paranormalnych mogę jedynie potwierdzić, że taki wiatr zawsze znamionuje coś złego. Cała historia ma nie mniej mrożący krew w żyłach początek:

Wszystko zaczęło się pod koniec lat 80. Ciągnik, którym jechał Kazimierz Otręba (†33 l.), nagle podskoczył na wyboju i się wywrócił. To było dziwne, bo okolica jest równinną.
Co prawda nie do końca rozumiem co w tym wszystkim dziwnego, to że na równej okolicy natrafiły się wyboje, czy to że ciągnik wywrócił się na równej powierzchni (zapominając przy tym wcześniejsze zdanie, że wywrócił się na wyboju). Czymś dziwnym byłoby dopiero gdyby pagórek ścigał rolnika po polu, rzucając mu się pod koła (scena niczym "Oszukać przeznaczenie 5"), o tym jednak nic nam nie wiadomo. Na ogół kiedy dopatrujemy się zjawisk nadprzyrodzonych każda błahostka nabiera sensu, którego na co dzień nie posiada. Kiedy w wietrzny dzień okno zamyka się z hukiem, to po prostu się zamyka. Niech jednak dzień wcześniej opuści ten dom jeden z domowników - wtedy okno trzaska już "dziwnie". Suma sumarum rolnik został przygnieciony i zmarł. Nie inaczej miało się z paroma innymi chłopami z wioski, wszystkich łączył ten sam felerny wiek.

Najsłynniejsza klątwa sprowadzająca śmierć na grupę określonych ludzi, to oczywiście klątwa Tutanchamona. Wejściu do jego grobu przez Howada Cartera zapoczątkowało prawdziwą fale śmierci, która przelała się przez osoby (ale jak się zaraz okaże, nie tylko osoby) związane z tym wydarzeniem. Pierwszą ofiara klątwy okazał się kanarek Cartera zabity przez kobrę, kilka miesięcy później zmarł Lord Carnarvon, a następnie jego pies. Wtenczas przedwojenne "Fakty" zwietrzyły okazję do sensacji, głosząc treść straszliwej klątwy, którą w większości same wymyśliły. Przypadki śmierci w ekipie Cartera tłumaczono zabójczymi oparami które mogły znajdować się w grobowcu. Jest to bardzo mało prawdopodobne, pobierano już próbki powietrza z zamkniętych sarkofagów i pomimo odnalezienia w nich pewnych ilości amoniaku i siarkowodoru, nie były to stężenia groźne dla człowieka. Kto był zatem protoplastą mumii mszczącej się na odkrywcach? Otóż nikt. Nie ma żadnej statystycznej różnicy pomiędzy długością życia ludzi z otoczenia odkrywców Tutanchamona, a innymi ekipami archeologicznymi tamtych czasów. Carter zmarł w roku 1939 w wieku 64 lat, a główny winowajca, Douglas Derry który rozwinął mumie faraona z bandaży, aż 87.

Jeśli opisana sytuacja w Wawrowicach nie jest (a zapewne jest) wyssaną z palca fikcją, to właśnie ametetamtyczny umysł człowieka jest winnym całej sytuacji. Błędy w ocenie prawdopodobieństwa są jedną z najliczniejszych grup błędów poznawczych, błędów charakteryzujących poczynania każdego z nas. Pomijanie i zapominanie niepasujących do teorii faktów, naciąganie pozostałych i interpretowanie według pasującego wzorca, to absolutny standard naszego mózgu. Korelacje przypadkowych zdarzeń, dopatrywanie się zależności tam gdzie ich nie ma i składanie w logiczna całości nie dających się połączyć elementów - oto najbardziej prawdopodobne rozwiązanie każdej klątwy. Ewentualnie racje leży po stronie redakcji Faktu:

Chrystus umarł, jak miał 33 lata, to to coś znaczy... Ta wieś powoli umrze...

6 komentarzy:

  1. Tak, doszukiwanie się prawidłowości w chaosie to chyba najczęstszy grzech wiernych. No i kto zapomni o twarzy Jezusa odbitej na szybie w jakimś budynku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy wiesz (pewnie wiesz), ale plakat grzanki w twoim ostatnim wpisie, nawiązuje do wartego kilka tysięcy dolarów, tosta z wizerunkiem Jezusa. Można zobaczyć go w muzeum jezusowych kuriozów (oczywiście w USA), wśród reszty cudownych objawień Zbawiciela na przypalonych talerzach i niedomytych kubkach. Generalnie u nas synonimem religijnej głupoty i naiwności są "Jezusy" na kominach i szybach, a na świecie na grzankach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, i jak się dogrzebałem w tej chwili przechowywanych jest na świecie jeszcze 16 napletków Jezusa, rzecz jasna same oryginały.
    Jakiś niemiecki nawiedzony zbieracz relikwii nazbierał ich w ciągu życia 17 tysięcy sztuk, na co papież Leon X wyliczył mu, że przez swoje zbożne hobby zaoszczędził sobie dokładnie
    694779550 i pół dnia mąk czyścowych.
    Czyli wszystko w normie.

    OdpowiedzUsuń
  4. No a w Wawrowicach to już oczywizda po chopach :(

    OdpowiedzUsuń
  5. O napletkach Jezusa kiedyś coś czytałem, ale o maniaku-napletkowych pierwsze słyszę :) Ciekawy człowiek, chciałbym zobaczyć wnętrze jego domu, albo i nie :) Były chyba i jeszcze dziwaczniejsze relikwie, jak mleko spuszczone z piersi Matki Boskiej, a nawet pieluszki zużyte za młodu przez małego Jezuska. W książce Alexa Boese "Nieznane archiwa mistyfikacji" opisane jest mnóstwo tego typu "relikwiowych" kuriozów. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, widziałem już odbitki Jezusa w drzewach, szybach, asfalcie, grzance i nawet psiej dupie =p. Cóż, tajemniczy to sposób komunikacji jak na Boga.

    OdpowiedzUsuń