1 maja 2009

Modne grafologiczne bzdury

Nie ma co ukrywać, że nawet sceptycy nie zawsze są dość sceptyczni i także ulegają modom i zakłamaniom. Na różnych etap mojego życia i mnie zaślepiały intrygujące "dowody" i niezwykłe "fakty". Z ręką na sercu przyznaje się do fascynacji Danikenem, pożyczania od kolegi Faktora X i wczytywaniem się w interpretacje pojazdu Jozuego. Wychowany na Star Treku, tematykę UFO miałem w małym paluszku. O 1 w nocy budziłem się i włączałem telewizor aby obejrzeć na TVP1 dokument o równaniu Drake. Telewizor był jeszcze czarno-biały (z domieszką zielonego), nie przeszkadzało mi to jednak trzymać kartkę z długopisem aby robić sobie notatki. Czasy internetu miały jeszcze nadejść i nie każdą informacje dało się sprawdzić dwoma kliknięciami. Najświeższe moje błądzenia to klimatyczne zawieruchy nad znaczeniem człowieka w tych zmianach, gdzie, o zgrozo, skłaniałem się ku opcji "to wulkany". Oczywiście co jakiś czas odkrywam swoje mniejsze i większe głupoty i zapewne nigdy ich nie wyczerpię. Jest w tym jednak jakaś perwersyjna przyjemność, odkrycia swojej naiwności.

Dla przykładu, nie najlepszym pomysłem było przesiadywanie na podłodze w EMPIK-u i czytanie podstaw grafologii. Może jeszcze nie u nas, ale w Stanach Zjednoczonych zatrudnia się grafologów do sprawdzania ręcznie pisanych CV kandydatów (w szczycie, na początku lat 80-tych było to aż 80% dużych firm), w Polsce jesteśmy jak na razie na etapie zapraszania podobnych "ekspertów" na łono "pytania na śniadanie". Ważne jest tu rozgraniczenie grafologii - jako analizy cech osobowości na podstawie pisma - i grafologii w rozumieniu ekspertyzy potwierdzającej autentyczności podpisu. Jeden z największych kryminologów na świecie zajmujących się pismem Randy Gibson, uważa że jedna do drugiej, ma się jak astrologia do astronomii. Grafologia w dużej mierze bazuje na dorobku profesjonalnej analizy pisma, w pewien sposób karykaturując ją, jednak w swoim sensie, celu i wynikach, nie ma z nią nic wspólnego. Do grona pseudonauki grafologię zaliczył Pat Linse w wydanej w 2002 roku "The Skeptic Encyclopedia of Pseudoscience". Grafologii poświęcono cały rozdział autorstwa Johna Bergera, co raczej nie wystawia jej najwyższej noty

W rzeczy samej - opisy charakteru badanych przez grafologów są tak ścisłe, jak centurie Nostradamusa, tak wiarygodne jak przepowiednie wróżki Semiramidy i tak sprawdzalne jak wizje Jackowskiego. Ile można wyczytać z człowieka z szerokości odstępu pomiędzy liniami tekstu, pokazał w roku 1991 James Randi, zapraszając do swego programu znanego wówczas w USA grafologa, Duncana McIntosha. Dancan miał na podstawie pisma przyporządkować je do wymienione mu wcześniej zawodów, tak różnych jak artysta, żeglarz, sekretarka, czy rolnik. Jak można przypuszczać wszystko skończyło się telewizyjnym blamażem, a trafień było mniej, niż wskazywać mógłby na to czysty rachunek prawdopodobieństwa! Podobne tortury zapodał Michael Shermer autorce wielu książek o grafologii Sheili Lowe. Posłużył się przy tym znaną sztuczką demistyfikatorów, a więc podmianą wyników i przedstawienia ich jako prawdziwych wytypowanym wcześniej ludziom. Pomimo, że były to analizy ustalone przez Lowe na podstawie pisma Shermera, osoby którym zasugerowano, że mowa w nich o próbkach dostarczonego przez nich pisma, w pełni potwierdziły prawdziwość zawartych w nich informacji. Opis charakteru sporządzony przez grafologa był zatem tak ogólny, iż utożsamiać mógł się z nim każdy. W bliźniaczy sposób działają oczywiście horoskopy - odpowiednio spreparowany tekst może zostać uznany jako tyczący się właśnie akurat nas, kiedy tymczasem dotyczyć może prawie każdego czytającego.

Pomimo że grafologia liczy sobie kilkaset lat, swoje skrzydła rozwinęła dopiero pod płaszczem XX-wiecznej psychologii, zagarniając od niej terminy i fachowy język opisu osobowości. Każdy z nas, na chłopski rozum, doszukałby się jakiś wskazówek w piśmie odręcznym. Błędy ortograficzne, pośpiech w pisaniu czy zabrudzenie kartki oczywiście mogą coś mówić, jednak nie sposób wyrokować z nich o całokształcie danej osoby. Może pisała w pośpiechu bo jest pełna energii i wigoru... a może śpieszyła się na autobus. Wiele z założeń grafologii można obalić na miejscu. Nachylenie pisma które wskazywać ma na naszą intra lub ekstrawertyczność, można zmienić poprzez obrócenie kartki o 90 stopni. Co grafologia powie o piśmie chińskim które nie przystaje do jej reguł - czy ruch ręki Azjatów nie zdradza ich osobowości, tak jak zdradza to alfabet łaciński? Czymś jeszcze ciekawszym jest grafoterapia - oparta na pomyśle, że zmiana charakteru pisma pociągnie za sobą zmiany w charakterze piszącego. Moje pismo charakteryzuje się nie łączeniem ze sobą liter w wyrazach, tymczasem grafologia zalecała łączenie liter w sylaby, co rzekomo ubogaca wewnętrznie. Dobrze jest eksponować literę "f" (talent organizacyjny) i raczej nie podkreślać litery "r" (skłonność do agresji). Tym podobne przekonania kwitną w najlepsze - oczywiście przy zerowym stanie dowodów potwierdzających ich skuteczność i maksymalnej, ślepej aprobacie opinii publicznej.

10 komentarzy:

  1. Też, za młodu, przechodziłem przez różne etapy badania UFO, okultyzmu, energii torsyjnej i różnych ciekawostek i to mnie chyba pchnęło do pilnej nauki.

    Co do grafologii to myślę, że wiele ludzi w to wierzy, ponieważ zostali wychowani w idei, że wszystko na piśmie, częstotliwości lub kanale jest prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa!aczkolwiek ad cyt: " Czymś jeszcze ciekawszym jest grafoterapia - oparta na pomyśle, że zmiana charakteru pisma pociągnie za sobą zmiany w charakterze piszącego".
    Wszystko działa w obie strony tudzież "wiara czyni cuda". Jeżeli ktoś uwierzy w możliwość kształtowania charakteru poprzez zmianę elementów własnego pisma i chce to zrobić to...niech to robi i...CHWAŁA mu za dobre chęci. Jeśli uwierzy, że codzienne, pięciominutowe stanie pod topolą wzmocni jego wiarę w siebie to...niech wierzy i stoi. Powiem więcej, gwarantuję efekty. Zmiana następuje w nas samych poprzez własną wolę i dążenie do jej realizacji a pismo, topola czy cokolwiek innego to gadżety których jednak człowiek często potrzebuje.
    A w ogóle "Czajniczek..." jest doskonały :)
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę że jest to bardziej skomplikowane niż "jeśli działa to hajda!". Jeśli komuś pomaga nakłuwanie igłami, picie moczu, przytulenie do drzewa czy poprawa pisanych ogonków, to jestem ostatnim człowiekiem który będzie od tego odciągał. Ludzie ci jednak nie mieliby mi chyba za złe, (a łudzę się że wprost przeciwnie) jeśli napisze czym są w rzeczywistości usługi za które płacą. Tym bardziej że instytucje które proponują badziewne usługi wcale nie mówią o ich prawdziwym, czysto psychosomatycznym działaniu.
    Nie tylko zwodzi się co do prawdziwej skuteczności, to jeszcze umniejsza się rzeczywiście efektywnym działaniom. Stąd nie tyle wiara w działanie rzeczy niedziałających jest zła, co wiara w rzeczy prawdziwe jest lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. 110 procent prawdy! Ja mówiłam a właściwie pisałam o samodoskonaleniu a nie o stanowieniu pożywki dla oszukańców wszelkiej maści.
    Choć przyznam się osobiście, trafiły się momenty w moim osobistym życiu, które mnie mocno zaskoczyły, których do dziś nie potrafię wyjaśnić ani rozumkiem ogarnąć.Ot choćby fakt, że choć Racjonalistka pełną gębą to i z Tarotem się bratam :) Ale to temat na osobne pogaduchy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. witam,grafologia to bzdura to jakim cudem grafolożka której przesłałem fragment mojego pisma dokładnie opisała mnie? i moj charakter i rzeczy które raczdj ukrywam przed innymi?
    nigdy wczesnie ze soba nie rozmawialismy.nie widzelismy sie, ani nie czytalismy.
    tu jest jej strona www.
    proponuje przetestuj.sprawdz.
    *****

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli "dokładne opisanie mnie" nie polegało na odgadnięciu twej dokładnej daty urodzenia, podania co do złotówki twoich zarobków, czy podania imion twoich dzieci - a sprowadzało się jedynie do opisu twego charakteru, nazywamy to efektem Forera.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje kontrprzykłady z obróceniem kartki i czy śpieszeniem się na autobus są kompletnie nie trafione. Mogą może one udowodnić, że grafologia nie wytłumaczy wszystkiego, bo tak z pewnością nie jest, ale nie mogą podważyć, że pewne aspekty osobowości czy stan umysłu piszącego jak najbardziej. Powszechnie wiadomo, że styl pisma zmienia się od nastroju w jakim się znajdujemy. Nie jest tajemnicą, że gdy czujemy się zagrożeni nasze pismo staje się zbyt małe lub zbyt duże, znamy to chyba wszyscy ze szkoły. Napewno znajdzie wiele więcej takich prozaicznych przykładów które wszyscy znamy, więc czemu przez kilkaset lat, jak sam napisałeś, nie mogły by powstać pewne zbiory norm wspólne dla wszystkich ludzi opisujące zależności pomiędzy pismem, a piszącym? Zawsze znajdą się ludzie którzy będą chcieli na czymś zarobić, więc znaleźli się tacy którzy próbowali z grafologii zrobić astrologię. Sądze jednak, że wrzucanie grafologii do jednego wora z magią i kabałą to duża przesada. Powinno się raczej badać granicę co można wyczytać z pisma, a czego nie. Z niczym nie można przesadzać nawet ze sceptycyzmem. Piszesz, że już wyrosłeś z takich bajeczek jak ufo, wulkany i takie tam. Moim zdaniem teraz będziesz musiał wyrosnąć z zaprzeczania wszystkiemu czego nie da się łatwo udowodnić. Nastała tak powszechna moda na radykalny racjonalizm i sceptycyzm że niedługo świat zrobi się tak cholernie nudny, że nic tylko se w łeb strzelić. Gdyby nie wiara w niektóre nieprawdopodobne zjawiska to pewnie ludzkość nie odkryła by 3/4 wynalazków. Uważam, że sceptycyzm jest dobry ale zawsze trzeba brać pod uwagę, że mamy zbyt mało wiedzy o pewnych rzeczach żeby brać coś za pewnik. No to się trochę rozgadałem:) Mimo wszystko fajny blog;) pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuje notkę w której wymienię kilka tematów z bloga w których nie miałem racji. Grafologia się na tej liście nie znajdzie. Pierwsze słyszę, byśmy pisali zbyt małymi lub zbyt dużymi literami kiedy czujemy się zagrożeni.

      Usuń
  8. Choć post stary, nie mogę przejść obojętnie wobec strasznego błędu jaki został w nim popełniony.Błąd ten jest dość częsty, bo powielany przez różnego rodzaju media, a nawet zdarza sie w tekstach urzędowych:
    grafoLOGIA polega na odgadywaniu cech charakteru na podstawie pisma ręcznego, natomiast badanie samego dokumentu, jego autentyczności, jak i identyfikacja wykonawczy zapisów stanowi domenę grafoSKOPII.
    to tak na przyszłość... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Albo jesteś za mało krytyczny względem siebie drogi Panie albo jeszcze zbyt młody na owy krytyzym. Grafologia jest, jak mi się zdaje, bardzo starą i mądrą nauką, która w dużym stopniu podobnie jak psychologia czy, powiedzmy nawet, pojęcie spirytuwlizmu i jego rozumienie jest kwestią wyczucia. Owszem na pewno duża rolę gra wiedza, ale to wyczucie to podobnego rodzaju wrażliwość jak w przypadku psychologii. Albo masz talent i potrafisz łatwiej niż inni przenikac ludzkie charaktery i dostrzegasz szczegóły, które dla innych są zupełnie nieistotne albo jesteś pozbawiony tego talentu i po prostu nie masz do tego smykalki.
    Weźmy na przykład fakt, że wiele firm, kiedy przyjmuje ludzi na bardziej znaczące stanowiska, a musi to zrobić na chybił trafił (wybrać spośród wielu niesprawonych ludzi - tak było w przypadku mojego taty), każde wysyłać CV napisane odrecznie. I nie chodzi tu o takie banalne szczegóły jak wydłużenie końcówek liter czy pochyle pismo, chodzi o "wszystko i o nic", o całokształt i każdy szczegół takiego pisma. I taki grafolog ma za zadanie określenie czy ktoś ma talent do robienia interesów czy też nie. I jak się okazało, podczas późniejszej rozmowy z tym panem grafologiem. Niektórzy ten talent posiadają inni nie i nie jest to niczyja wina. Póki ten pan żył pomylił się co do pracowników ikow zaledwie parę razy :)
    Nie chce Cie krytykować, ale skoro sam nie widzisz swoich błędów, pozwól, by ktoś inny mógł Ci je pokazać.

    OdpowiedzUsuń