11 kwietnia 2009

Kosmiczny wabik

Okres przedświąteczny, a dziś to już nawet świąteczny, sprzyja zapychaniu gazet spreparowanymi wcześniej artykułami na tematy religijne. Jak wyglądał Jezus, co jadł Jezus, którędy szedł i oczywiście - katujący się Filipińczycy - coroczny Wielkanocny zestaw. Ostatni numery Polityki, oczywiście poza wątkami okołojezusowymi, przynosi nam artykuł Karola Jałochowskiego "Zabobon ma wielką przyszłość". Wymowne wpleciony w wypełniającą cały numer "chrześcijańską literaturę", powtarza bardziej znane przykłady zabobonności, bez wątpienia warte poznania przez osoby dopiero "zapadające" się w ten temat. Mimo że oczywiście cieszę się z takich tekstów i zasadniczo nie mogę się z nimi nie zgodzić, tym razem przyczepię się małego acz ważnego szczegółu, dość bezmyślnie powtarzanego przez sceptyków. Jest to niejako pretekst, aby pokazać, że nie warto optować za nie do końca prawdziwymi tezami, choćby stanowiły wielce wygodne i zgrabne wyjaśnienie. Najcenniejsza jest prawda, jaka by nie była, zresztą posiłkowanie się nie do końca sprawdzonymi informacjami, pomaga tylko pozornie, a jak zaraz postaram się wykazać, głównie szkodzi.
Swoją drogą ciekawe, co byśmy zrobili, gdyby naprawdę odwiedzili nas Obcy z odległego zakątka kosmosu? Czy w obliczu ich niewyobrażalnej wręcz wyższości cywilizacyjnej zachowywalibyśmy się inaczej niż wyznawcy kultów cargo? Mieszkańcy wysp Tanna w Republice Vanuatu na Oceanie Spokojnym (i innych), które podczas II wojny światowej służyły jako bazy wojska amerykańskiego, obserwowali lądujące samoloty wyładowane mnóstwem wspaniałych rzeczy. Uznali, że przysłali je bogowie. „Po wojnie też chcieli, żeby tak było. Zrobili więc coś, co wygląda jak pasy startowe, rozmieścili ogniska wzdłuż tych pasów, wybudowali drewnianą chatę dla człowieka, który siedzi tam z dwoma kawałkami drewna imitującymi słuchawki i pędami bambusa sterczącymi jak antena”, opowiadał (podczas wykładu na Caltechu w 1974 r.) genialny fizyk Richard Feynman. Może się to wydać zabawne, ale zapytajmy, co my, dysponujący prostym, wręcz prostackim w kontekście wiedzy kosmitów, modelem rzeczywistości zdołalibyśmy zrozumieć z ich obyczajów, techniki i opowieści? W jaki sposób zachęcalibyśmy ich do powrotu? Rozsypując przynętę z cukierków, jak mały bohater filmu „E.T.” Spielberga?
Oczywiście pytanie o nasze zachowanie w sytuacji kontaktu z inna cywilizacją to czysta licentia poetica, i jest bezzasadne z co najmniej kilku powodów. W przeciwieństwie do autora, nie widzę jednak absolutnie żadnych podstaw, aby uważać że zachowalibyśmy się na wzór egzotycznych kultów cargo. Tłumaczenie, że w obliczu latających spodków mieszkańcy Ziemi zaczęliby budować dla nich lotniska jest nonsensem. Więcej, nawet doszukiwanie się podobnych działań w naszej odległej przeszłości, w społeczeństwach jeszcze prostszych niż XIX-wieczni Nowogwinejczycy, również nie ma najmniejszych podstaw. Słowa te w szczególności adresuje do zwolenników Jamesa Moseley, autora teorii "kosmicznego pochodzenia" linii na płaskowyżu Nazca, mających być pasami lotniczymi statków pozaziemskich. Choć teoria Moseleia liczy już przeszło 50 lat, na znaną dziś skale rozpropagował ją dopiero Erich von Daniken, który poszedł w tym jeszcze dalej, doszukując się podobnej genezy w projektach większości dawnych cywilizacji. Kult cargo stał się uniwersalnym wytłumaczeniem dla każdej budowli co do której nie istniało jednoznaczne wytłumaczenie co jej funkcji. Dla Szwajcara, praktycznie wszystko jest wzniesione na zasadach obserwowanych na wyspach Pacyfiku, przy czym Japońskich i Amerykańskich żołnierzy zastąpił on przybyszami z innych planet. Również dla ateistów, nierzadko tych z górnej półki, ruchy cargo stanowią bardzo obrazowy przykład naturalnej genezy religijności, religii wyrosłych nie na podstawie nadprzyrodzonych mocy proroków, ale najzwyklejszej ludzkiej naiwności.

Tymczasem kulty cargo nie tyle tłumaczą powstanie religii, co istnienie religii jest niezbędnym warunkiem dla ich powstania! Nieprzypadkowo ruchów cargo doświadczaliśmy jedynie na terenach Oceanii i nic nie wskazuje, aby występowały gdziekolwiek indziej i gdziekolwiek wcześniej. Nawet kiedy próbuje się wyjść z tym zjawisko poza owe tereny, co robi się niezwykle rzadko, nawet wtedy nie wykraczają dalej, niż poza aspekt polityczny - religijny rdzeń kultów cargo ma wyłącznie mentalność oceaniczną. Już w czasach historycznych, centra cywilizacyjne otoczone były przez szereg Barbarian, a mimo to ościenne plemiona nie uległy złudzeniu kargijczyków. Dzieje się tak dlatego, ponieważ to nie szok kulturowy zetknięcia się z wyższą cywilizacją tworzy kurioza kultów cargo, lecz kluczową rolę odgrywa tu zespół specyficznych wierzeń ludów, które doświadczają tej nagłej przemiany. W języku antropologii mówi się, że pierwotna religia jaką wyznawali Melanezyjczycy przed przybyciem Europejczyków były przyczyną kargizmu, zaś zderzenie z cywilizacją Zachodu - jego warunkiem. Według dawnych wierzeń wyspiarzy, wszystkie dobra materialne nie były dziełem technologii, lecz zostały stworzone przez bóstwa, wraz ze stworzeniem świata. Wszystkie przedmioty który są i będą, zostały już stworzone. Ten przedziwny warunek wynikał ze specyficznego pojmowania czasów, przyszli kargijczycy uważali, że świat jest niezmienny, a teraźniejszość jest jednocześnie przeszłością i przyszłością. Religia ta miała rzadki, materialistyczny charakter. Tubylcy uważali, ze religia bez składników materialnych nie ma żadnego sensu i jest bezużyteczna. Naśladowanie maszerujących żołnierzy i słynne radia budowane z kokosów, miały charakter stricte religijny, bazujący na specyfice społeczno-ekonomiczno-religijnej Melanezji. Mówienie o innych kulturach i ich artefaktach, z perspektywy kultów cargo jest nonsensem, a dokładając do tego UFO, podwójnym nonsensem.

3 komentarze:

  1. A ja się z panem nie zgadzam .Gdyby UFO istotnie wylądowało gdzies przed budynkiem ONZ zaraz znaleźliby się ludzie gotowi ich czcić jako Bogów ( i to również w krajach Zachodu) . Nie mam co do tego wątpliwości .Myślę iż pan po prostu przecenia naturę ludzką :-) Więcej podejrzewam iż takich ludzi byłoby co niemiara (również B Y Ł Y C H ateistów) :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niewątpliwie dar pisania równy mojemu....
    Niemniej drogi autorze czy nie uważasz, że poddając krytyce teorie nawet choćby najbardziej niedorzeczne nie należało by mieć w zanadrzu jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia tych linii? Nawet jeśli nie opartego na niezbitym dowodzie to przynajmniej na logicznej poszlace. Bo jak na razie nikt tak naprawdę nie wie po co te linie zostały wykonane, przez kogo i jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby nie były znane inne teorie tłumaczące powstanie linii na płaskowyżu Nazca, niż odwiedziny kosmitów? Bez jaj.

      Usuń