4 kwietnia 2009

ASC - zazdrościć, nie zazdrościć?

Owy tajemniczy skrót widniejący powyżej, to akronim angielskiego altered states of consciousness, który w polskiej literaturze zwykło tłumaczyć się dość mistycznie, jako "odmienne stany świadomości", choć bez wątpienia poprawniej brzmiałoby "zmienne stany świadomości". Być może przychodzi teraz komuś na myśl małpolud z filmu Kena Russella o tym samym tytule, jednak prawdy w tym filmie jest tylko tyle, że rzeczywiście deprywacja sensoryczna jest rodzajem ASC. Z badań Eriki Bourguignon wśród blisko pól tysiące społeczeństw świata wiemy, że aż 97% religii korzysta z technik wprowadzania swoich wiernych w stan zmiennej świadomości. Jak działa te naturalne narkotyzowanie umysłu, czułem jako dziecko przeżywając drogę krzyżową, czy w późniejszym życiu tańcząc z krysznowcami. Technik ASC jest bardzo wiele, jednak wszystkie można zmieścić w pięciu gatunkach, które warto poznać, jeśli w swojej zatwardziałej areligijności świadomie z nich rezygnujemy.

Zauważalny przechył religii w stronę nerwicy natręctw, ciągłego wykonywania tych samych czynności dających nam satysfakcje, dostrzeżony został już gdzieś w okolicach Freuda. Nie chodzi tu jedynie o całą katolicką mszę, składającą się z monotoniczne powtarzanych i recytowanych tekstów - szczytowym osiągnięciem są tu litanie, będące apogeum tej techniki. Dla naszego mózgu jest nieistotne, czy w kółko recytujemy Koran, powtarzamy "zmiłuj się nad nami", czy kręcimy modlitewnym młynkiem aby wspomóc odradzanie się wszechświata. Z neurofizjologicznego punktu widzenia wygląda to tak samo - mocno pobudzamy obszar swego hipokampu.

Do ASC prowadzić mogą, przeciwstawne sobie techniki stymulacji naszego mózgu. Możemy pochłonąć się ekspresyjnym tańcu na granicy wyczerpania naszego organizmu - jak robią to szamani wtórując sobie bębenkiem, Siuksowie przy legendarnym soul dance, czy wyskakujący w górę Bantu - ważne aby rytm tańca zgrał się z częstotliwością mózgowych fal alfa oraz rytmem serca. Jest to metoda nie mniej skuteczna od uchodzącej za bardziej wysublimowaną, "ASC ludzi światłych" - medytacji - stymulowania się nie tyle super bodźcami, co całkowite się od nich odseparowanie, aż do osiągnięcia wolnych fal EEG o niskich częstotliwościach (poniżej 6 herców).

Czwartym sposobem wykorzystywanym przez religie są quasi-hipnotyczne kazania, umożliwiające przysłuchującym się im wiernym, pełne emocjonalne zaangażowanie. Przykładem są tu nieznane w Polsce, jednak powszechne w świątyniach baptystów, czy black churches porywające, wyśpiewywane kazania. Jest to chyba jakieś moje małe marzenie, znalezienie się w takim tłumie, nie koniecznie białych udających czarnych - jak próbuje się to robić w naszym kraju - ale na autentycznym, "oryginalnym", spontanicznym "czarnym" nabożeństwie. Zobaczyć, czy rzeczywiście podrzędna chórzystka na Nowojorskim Harlemie potrafi śpiewać solo bez mikrofonu - coś nie do pomyślenia w naszych jęcząco-zawodzących kościołach.

Najprostszą metodą ASC dla osiągnięcia maksimum efektów, jest stymulacja farmakologiczna. Na tak dawkowanym mistycyzmie wyrosły całe religie, w których halucynogen został podniesiony do roli sacrum, tak jak stało się to w pejotyzmie. Wstępowanie duchów loa w ciało wyznawcy woodoo, odbyć może się jedynie przy zewnętrznych oznakach śmierci wyznawcy, osiąganych poprzez wywar z wydzieliny ropuchy, zawierający paraliżującą serce bufotoline i halucynogenną bufotenine. Wiele religii nie obeszłoby się bez podobnych mikstur, które w sposób bezpośredni starają się osiągnąć to, co wymienione wcześniej techniki próbują doświadczyć w sposób pośredni. Wszystkie ASC łączy jedna niezwykle sławna substancja - serotonina. To właśnie jej nadmiar powoduje owe "nadprzewodnictwo" naszego umysłu i tak pożądane przez teistów "błądzenie mózgu". Być może błogi lecz kosztowny stan.

Prześmiewczą, acz niegłupią odpowiedź, na ten brak doskwierający niektórym scjentystom, udzieliła Carolyn Porco, w eseju "Najwspanialsza historia". Pochodzi on ze zbioru tekstów, z przedziwnej publikacji jaka niedawno ukazała się w Polsce "Niebezpieczne idee we współczesnej nauce - zbieranki setki krótkim artykulików największych postaci współczesnej nauki. Porco, będąca szefem Cassini Imaging Central Laboratory for Operations, sposób zażegnania konfliktu między nauką a religią, widzi w całkowitym zastąpieniu tej drugiej przez tą pierwszą. Na brak w nauce, przynoszących przyjemność wiernym rytuałów, widzi dość osobliwy sposób, a z powodu tego że po raz kolejny sam nie wymyśliłem żadnej puenty, spuentuje jej cytatem:

"Nie mamy kochających duchownych, którzy prowadzą i nauczają swoje owieczki na podobieństwo bogów. Nie mamy żarliwych misjonarzy ani wiernych apostołów. Brakuje nam umiejętności wzbudzania wszechogarniającego, ekumenicznego poczucia wspólnoty. Brakuje nam zaproszenia adresowanego do mas. Alienacja nie rozgrzewa serc - wspólnota tak. Jednak co by było, gdybyśmy opanowali rzemiosło, artyzm i metody formalnej religii, aby dotrzeć ze swoim przesłaniem do całych społeczeństw? Wyobraźmy sobie Świadków Einsteina chodzących od drzwi do drzwi, czy też telewizyjnych kaznodziejów, którzy wychwalają piękno ewolucji. Wyobraźmy sobie Kościół Naukowców Dnia Ostatniego, w którym mogłyby gromadzić się tłumy wiernych. Pewnego dnia miejsce dzisiejszych sanktuariów mogą zając obserwatoria astronomiczne, akceleratory cząstek, uniwersyteckie instalacje badawcze oraz inne laboratoria, w których najwyżsi kapłani nauki - biolodzy, fizycy, astronomowie i chemicy - podejmują szlachetne wysiłki na rzecz wyjaśnienia mechanizmów funkcjonowania świata."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz