5 kwietnia 2009

Teodycea autorstwa ewolucji

Istnienie zła pod nadzorem wszechdobrego stwórcy, od zawsze stanowiło twardy orzech do zgryzienia dla teologii. Także ateiści podnoszą to kwestie, wytykając Bogu, w którego przecież nie wierzą, jaskrawe przypadki okrucieństwa i karnie unicestwiając go za te zło. Problem teodycei jest konsekwencją przesłodzenia obrazu Boga, dopisania mu tyleż przedrostków "wszech", że dało to prace na tysiąc lat rozważań, lepszych bądź gorszych, generalnie gorszych, pogodzenia boskich epitetów z rzeczywistością. Kiepskich bo wymyślonych, nie tykających się dowodów, przykładów i danych. Na szczęście dla ateistów spod znaku "gdzie był wtedy bóg" i na nieszczęście teistów pogrążonych w metafizyce, pytaniem o istnienie zła od 50 lat zajmuje się nauka. Trudno nazwać tą prace ukończoną, jednak przy karygodnie niepłodnej poznawczo teologii i tak odwaliła już kawał dobrej roboty. Większość zapewne słyszała o teodycei św. Augustyna, jednak co na temat istnienia zła mówi genetyka behawioralna, psychologia ewolucyjna czy antropologia, jakoś nie przebiło się do popularnych rozważań.

Ugryzione naukowo zło, jest złem jedynie człowieka. Natura nie może być zła, zawalenie się drzewa, poślizg samochodu, wybuch wulkany czy tsunami nie są złem. Nie pamiętam czyje to słowa, jednak widnieją one w cytacie na tylnej okładce "Biblii w ręku ateisty" Heleny Einstein, "wszechświat nie jest dobry ani zły, wszechświat nie wie że nim jesteśmy". Zły uczynek został w nas niejako zaprogramowany w drodze ewolucji. W zależności od kontekstu, te same czynności mogą zostać uznane raz to jako zło wcielone, innym razem jako szczyt chwalebności godny naśladowania. Całkowite wyeliminowanie z naszego życia agresji, uniemożliwiłoby naszym przodkom polowanie czy obrone siebie i swoich bliskich. W pewnych warunkach "bycie złym" jest po prostu wskazane dla naszego przetrwania. Niestety, kiedy agresja nie ma już tak logicznych pobudek, zaprogramowane przez naturę zachowania wciąż dają o sobie znak, a nasze wrodzone skłonności szukają jedynie pretekstu do działania. Nie jest to w przyrodzie czymś niezwykłym począwszy od Wallace Craiga zwykliśmy nazywać to zachowaniem apetytywnym. Jeszcze innym przykładem na adaptacyjną funkcje okrucieństwa jest teoria "kultury honoru" wysunieta przez atropologów Richarda Nisbetta i Davida Cohena w roku 1996. Udowodnili oni, że wśród społeczeństw żyjących w dużym rozproszeniu, takich jak pastrze, mściwość zakorzeniona jest mocniej, ponieważ spełnia funkcje odstraszania. Człowiek musi być okrutny, aby prewencyjnie zniechęcić do siebie potencjalnych przeciwników. Dlaczego ewolucja wyposażyła nas w tak niszczycielskie instynkty, które sieją dziś zniszczenie? Dobór naturalny dopuścił agresje ponieważ czlowiek jest gatunkiem slabym fizycznie. Gdyby wielkie drapieżniki uzbrojone w potężne narzędzie do zabijania, takie jak pazury dzioby i kły, była tak agresywne jak człowiek, mogłyby pozabijać się nawzajem jednym ruchem. Człowiek nie ma takich możliwości, stąd podobnie jak inne mniej uposażone zwierzęta, pozwolić sobie może na większą doze agresji. Wpadliśmy w sidła własnej wynalazczości i narzędzia którym zawdzięczamy swój sukces zredefiniowały nasze możliwości we wzajemnym zabijaniu się. Te "oszukanie" ewolucji widoczne jest w naszej odrazie na myśl o zadrapaniu kogoś na śmierć przy łatwości w pociaganiu spustu karabinu.

Powyższy opis może stwarzać iluzje całkowitego determinizmu i niemożliwości uwolnienia się człowieka z macek zła. Człowiek jest jednak wypadową nie tylko tego z czym się urodził, lecz także środowiska. Kontrowersyjny etyk Peter Singer zauważył, że jeśli tylko uda się rozszerzyć grono naszych współplemieńców dalej niż nasze blokowisko i kibicowanie temu samemu drugoligowemu klubowi piłkarskiemu, nasza zdolność do empatii jest przekladana na grono coraz odleglejszych nam osób. Zachowania empatyczne ograniczamy do tych, którzy mogą je odwzajemnić, zatem im dalej wybiegamy w postrzeganiu "naszych" i "swoich", tym łatwiej nam mienić się osobą dobrą. To, czy będziemy gwałcicielem, złodziejem samochodów czy dilerem narkotyków zależy zatem od kombinacji zarówno naszych genów jak i otoczenia w którym się wychowujemy. Z badań przeprowadzonych w Szwecji nad dziećmi adoptowanymi wiemy, że kiedy biologiczni rodzice dziecka nie mieli konfliktów z prawem, a dodatkowo trafiło ono do podobnego środowiska, istnieje jedynie 3% "szansa" że popadnie w przyszłości w prawne tarapaty. "Dobre geny" przy nie tak fortunnych jak poprzednio rodzicach adopcyjnych zwiększa te prawdopodobieństwo do 7%. Najgorsza konfiguracja, dziecka urodzonego z rodziców kryminalistów oddanego, jak się okaże do podobnej rodziny, winduje tą statystyke aż do 40%. "Aż" lub "tylko" - w końcu mimo tak niefortunnej bazy genetycznej i warunków wychowania, 60% opiera się tej pokusie. Dean Hamer w książce "Geny a charakter" kwituje to słowami: >>jeśli mamy "dobre" geny środowisko patologiczne jest nam niestraszne, gorzej jeśli nasi rodzice siedzieli w wiezieniu a my wychowujemy się w ciemnej dzielnicy<<. Czy możliwe jest wyodrębnienie "genu zła"? Patrząc na statystyki z polskich więzień, można śmiało strzelić, że jest on na chromosomie Y. Na 84 tysiące osadzonych w naszych więzieniach, 82 tysiące to mężczyźni. Kobiety stanowią co 10 morderce, co 20 złodzieja i co 400-setnego gwałciciela. Być może pierwsze skrzypce odgrywa w tych danych hormon gniewu - testosteron, a także mniej określone płciowo chemikalia naszego organizmu - niedobór w mózgu serotoniny i nadmiar tlenku azotu. Tak czy owak, nasza filozofia prawa oparta na wolnej woli i odpowiedzialności za własne czyny, wygląda w tym świetle nieciekawie. Świadomość genezy zła powoli pojawia się w sądownictwie. W roku 1994, linia obrony Jamesa Filliaggi, oskarżonego o zabójstwo starała się dowieść jego niewinności w oparciu o "zaburzenie równowagi chemicznej w mózgu". W końcu z przekonaniem powiedzieć możemy to, o czym niektórzy wiedzieli nim jeszcze mogli wiedzieć - rzeczywiście, Darwin jest tu winny.

6 komentarzy:

  1. uwazasz, ze nie mozna sie pokusic o wskazanie wsrod zwierzat zachowan "zlych"? tak w ludzkim rozumieniu, jak i, powiedzmy, ogolno-etycznym, np. wsrod stad malp, gdzie jedne osobniki bez istotnego powodu terroryzuja inne?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy ocenianie grup delfinich samców brutalnie gwałcących samotne samice z punktu widzenia ludzkiego kodeksu karnego, ludzkiej etyki, w ogóle ludzkiej, jest do końca rozsądna. Z drugiej strony, moglibyśmy oceniać randki w kinach, przez pryzmat zachowań godowych pszczoły miodnej, czy zachowanie chłopaka na filmie, z perspektywy pszczoły byłoby w porządku? Myślenie takimi kategoriami prowadzi nas chyba na intelektualne manowce. Czy polowanie przez drapieżniki na bardzo młode sztuki, wręcz "noworodki" jest złe? Mówienie o czynienie dobra lub zła przez przyrodę jest moim zdaniem nieuzasadnione, zjawiska pogodowe po prostu istnieją, nie sa ani dobre ani złe. Nadgorliwe wymuszanie posłuszeństwa przez małpy może być złe w sensie, że ja bym tak nie postąpił.. nie postąpiłbym tak jednak właśnie dlatego że nie jestem małpą. Jako ludzi powinniśmy chyba zrezygnować z narzucania zwierzętom ludzkiej etyki, zarazem nie inspirować się pomysłami "z dołu".

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadza sie, iz mylnym jest przypisywanie intencji zjawiskom obiektywnie istniejaccym, jednakze gdzie istnieje linia pomiedzy swiadomoscia podmiotu pozwalajaca dokonywac czynow "zlych" w naszym, ludzkim ujeciu? samo pytanie ujawnia luki w etyce jako takiej - co ze ssakami, ktore maja zaburzenia nerwowe, sa zlosliwe, sadystyczne wobec przedstawicieli wlasnego gatunku jak i innych i gdy zachowanie to nie ma podloza spolecznego? najlepszym przyklademm bylyby dotkniete neuroza psy, ale blizej nas, malpy, potrafia od tak warknac, postrszyc innego osobnika znajdujacego sie daleko. mozliwe, ze i lo i intencje nei sa sztywno przypisane istotom ludzkim i podobnie jak zachowania religijne, zrodla tych zachowa mozna znalezc u zwierzat? przylylalbymm sie do tej tezy

    OdpowiedzUsuń
  4. Wciąż zastanawiam się nad definicją zła, bo ta uniwersalność zła, zła niezaprzeczalnego, nie do końca mnie satysfakcjonuje. Nie wędrując za daleko w świat zwierząt, w różnych kulturach różne rzeczy uważane są za złe. Myślę że prymitywna, ale coś dającą konkluzja, byłaby złem jako nieprzestrzeganiem pewnych przyjętych zasad. Kiedy mój pies pogryzie mi buty, wiem to nie dlatego że widzę je wymiętolone zostawione pod schodami, ale widzę zachowanie psa, które wyprzedza reakcją moją złość z faktu który zaraz odkryje - taki mój naiwny przykład :) We wpisie na blogu myślałem bardziej o złu tkwiącym w zbiegach okoliczności i świecie przypadku, jednak niewątpliwie zło wśród naczelnych nie jest już tak oczywisto zaprzeczalne i jak najbardziej się tu z Tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  5. twoj wpis to tylko ukazanie calego szczytu gory lodowej, duzo trzeba by tu doprecyzowac - jednakze zlo jakoe nieprzestrzeganie regul?:) to tak niedookreslone i zmuszajace do dopreczowania wielu terminow.. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Być może czytelnika który tu zawita zainteresuje świetnie udokumentowany naukowo artykuł Źródła ludzkiej moralności. Czy pochodzą z pism objawionych?

    OdpowiedzUsuń