28 lutego 2009

Zawodowe oszustwo

Kiedy w październiku rejestrowałem się w powiatowym urzędzie pracy, okazało się że ukończony przeze mnie kierunek studiów, nie widnieje na liście wykonywanych w Polsce zawodów. Ostatecznie wypertraktowałem dla siebie profesje "antropolog", mimo że nie jest to do końca zgodne z prawdą. Czuję, że mój przypadek odbił się echem aż w Warszawie i Ministerstwo Pracy nareszcie wyszło na przeciw podobnym niedopowiedzeniom. Miałem co prawda napisać o religijnych zachowaniach szympansów, czuje jednak moralną powinność dołączenia się do bliskiego mi grona anty-paranormalnego, w głosie przeciwko umieszczeniu astrologa i wróżbity w oficjalnej klasyfikacji zawodów i specjalności. Pod linkiem kryje się list otwarty naszych naukowców, pod którym każdy z nas może umieścić swoje nazwisko, wspierając tą szczytną inicjatywę, zaraz sytuując się w doborowym towarzystwie naszych największych umysłów. Widnieje gdzieś w pierwszym tysiącu i jeśli dobrze pamiętam, to już moja trzecia internetowa lista: po ateistyczno-agnostycznym coming-out'cie firmowanym przez racjonalistę i moim wpisie na "czarnej liście" naczelnego inkwizytora naszego kraju, Ryszarda Nowaka. Do tej ostatniej dopisałem się, kiedy dowiedziałem się, że Komitet Obrony przed Sektami żąda od policji udostępnienia numer IP wpisanych tam osób, jako potencjalnych satanistów.

Postać Pana Nowaka, który do zespołów satanistycznych zaliczył Trubadurów i Myslovitz, zaś działalności sekciarskiej doszukał się u ekologów i wegetarian, została tu wymieniona i z innego powodu. Pomimo tych absurdów, były parlamentarzysta za sprawą przewodnictwa oficjalnie zarejestrowanej organizacji, powoływany był w roli biegłego, przez sądy województwa lubelskiego i kujawsko-pomorskiego. Jak można przeczytać na stronach "listu w obronie rozumu" to między innemu właśnie podobnych precedensów boją się sygnatariusze - iż sformalizowanie zawodu bioenergoterapeuty znobilituje ten zawód na równi z innymi zawodami. Pomysłodawcą listu jest nie byle kto, bo jeden z największych popularyzatorów nauki w naszym kraju, Łukasz Turski. Po raz pierwszy spotkałem się z tym panem podczas seansu wykładów, w których objaśniał zależności pomiędzy kubizmem Picassa a teorią względności. Dał mi się wtenczas poznać jako człowiek niezwykłej erudycji i wiedzy z zakresu historii nauki, a także jako wielki przeciwnik postmodernizmu, fanatyk matematyki i scjentysta - a zatem swój chłop!

Dla mnie projekt Urzędu Pracy jest najzwyklejszą legalizacją oszustwa - bo czymże są te specjalności jak nie oszukiwaniem "zwykłego człowieka". Klient płaci w nich za usługę która nie ma miejsca. Dodatkowo obrzydliwie żeruje się przy tym na osobach często w tragicznym położeniu, których bliscy zaginęli lub są śmiertelnie chorzy. To co rozporządzenie definiuje jako zajęcie astrologa: "Badanie wpływu poszczególnych planet układu słonecznego na życie człowieka" jest po prostu żenujące. Oddziaływanie grawitacyjne (a tylko takie wchodzi w rachubę) Marsa na klienta gabinetu astrologicznego jest mniejsza, niż samochodu jadącego koło nas na drodze. Nie chce przedłużać, bo zapewne nie raz będę o tym pisać. Zostaje mi zatem przyklasnąć i kibicować zaangażowanym w ten pomysł, a z mojej strony jeszcze raz podsyłam linka, tym razem bezpośrednio do strony formularza wpisowego.

8 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie zlinkować mój sprzeciw, uzasadniony jak sądzę, wobec owego listu.

    Oraz uzupełnienie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, jakoś nigdy nie mogę się dogadać z blogspotem w sprawie linków.

    Spróbuję tak:

    http://miskidomleka.wordpress.com/2009/02/26/entartete-wissenschaft/

    http://miskidomleka.wordpress.com/2009/02/27/entartete-wissenschaft-uzupelnienie/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem to nim jeszcze napisałem swoje, a także całą waszą dyskusje na olaboga. Blisko pół moich rss-ów wypełnił ten temat, począwszy od astronewsów po automacieja wyśmiewającego sformułowanie "wrodzone zdolności".

    Dla mnie cala akcja ma znaczenie bardziej edukacyjne niż prawne. Jak widać jest to jakiś zaczątek do dyskusji o owych profesjach jako takich, a nie tyle o ich miejscu na liście urzędu. Czy lista ta nobilituje tych szarlatanów? Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, a znam ten temat dość dobrze i jestem pewien, że argument istnienia ich na liście byłby przywoływany w dyskusjach ze sceptykami, jak i zwabianiu kolejnych naiwnych. Nie walczę z uznaniem faktu istnienia w Polsce takich ludzi. Jednak podobnie jak Turskiego, bulwersuje mnie uznanie realności zjawiska jasnowidzenia - a "synteza zawodu" opracowana dla ministerstwa nosi w sobie właśnie taką furtkę - i tak chyba właśnie to zainicjowało całą tą akcje.

    OdpowiedzUsuń
  4. "uznanie realności zjawiska jasnowidzenia". Tzn., że co? Zjawiska paranormalne nie istnieją? To jeszcze ktoś ma wątpliwości. Masakra

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja widze tu inny problem.
    Przyczyna ze ludzie biegaja po wrozkach i jasnowidzach jest fakt ze TO IM COS DAJE. Wizyty u psychologa jakos sie nie sprawdzily. Zreszta psychologia jak sie okazuje ma wlacza wiele raczej latwych do zakwestionowania technik ( m. in grafologia, NLP etc)i swoim dziwnym aparatem pojeciowym z wysokiego tronu nauki pt psychologia ( watpliwa ta nauka)traktuje prostego pacjenta.
    To naprawde odstrasza pacjentow.

    Instytucja doradcy ksiedza jaki ma zerowe doswiadczenie w normalnym zyciu przecietnego czlowieka tez jak sie okazuje odchodzi do lamusu. Coraz mniej ludzi wierzy w instytucje KK.

    Latwo naukowemu gremium protestowac, ale to bardzo krotkowzroczne bez naprawde rozpatrywania dokladnie jaka role pelni wrozka. Za bardzo skupiaja sie na tych przepowiedniach ci protestujacy a za malo na psychologicznej funkcji wrozki.
    Czy chcemy czy nie, wrozki beda dzialac bo wrozka choc nic tam sensownego nie widzi czego logika by nie wykazywala to jednak pocieszy delikwenta i da mu sie wygadac i korzystnie zaprogramuje " ze bedzie dobrze", da mu nadzieje i sile i poczucie wartosci. CHWALA ZA TO WROZKOM.

    Mi one nie przeszkadzaja.
    Sprowadzenie wrozek do podziemia = beda dzialac na czarnym rynku i w dodatku nie beda placic podatkow.A przeciez chcemy autostrady no nie?

    Niech sobie beda. A wsrod klientow wrozek jakich nikt nie pocieszyl, wiecej samobojstw. Narazie nie wymyslono nic lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opis wróżki pocieszycielki przypomina mi tu trochę opis prostytutki, do której klienci idą się wygadać i wypłakać :) Poza samym wróżbiarstwem zapewne jest tam jakaś funkcja terapeutyczna, jednak z punktu widzenia klienta gabinetu astrologicznego, rachunek widnieje chyba za coś innego. Aby była jasność - nic nikomu do tego, jeśli usługa wygląda rzeczywiście jak piszesz. My protestowaliśmy przeciwko oszukiwaniu i manipulowaniu ludźmi. Gdybym przyszedł do twojego domu i odwracając twoja uwagę, prostymi sztuczkami wydusił z ciebie pieniądze to byłoby to ok? Oczywiście, ja za coś takiego poszedłbym do więzienia (i dobrze), a jednak owi "doradcy życiowi" wykorzystują równie proste, wręcz prostackie sztuczki w majestacie prawa. Zresztą lista obejmuje także inne zawody oparte na nieświadomym oszukiwaniu ludzi, przy których o "roli kozetki" w ogóle nie ma mowy. Choć oczywiście masz racje i rozwiązanie powinno być trochę bardziej skomplikowane, niż "zlikwidować!".

    OdpowiedzUsuń
  7. Rowniez psycholog jest taka prostytutka zatem jak i ksiadz. Z pewnosca masz racje, nie jedna prostytutka za pocieszycielke w przeszlosci sluzyla. I chwala jej za to...
    Poki klineci wrozek nie narzekaja masowo na to ze sa ofiarami wrozki jaka ich bardzo skrzywdzila, to widac jednak taka wrozka COS IM DAJE, chocby to bylo pozytywne programowanie na przyszlosc czy pocieszenie, czy mozliwosc wyjeczenia sie u kogos za pieniadze. Skoro ludzie chodza wielokrotnie to widac im to potrzebne i cos im to daje.
    Patologicznych oszustow przyczyniajacych sie do cierpienia ludzi na skutek ich zazalen powinno sie jednak tepic.
    Poza tym:

    Ja nie widze zagrozenia dla swiata ze strony wrozek, a wrecz widze jakas korzystna ich funkcje.
    Swiat ma powazniejsze problemy niz babcie z kartami jakie ocieraja lzy jakims ludziom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba nikt nie widzi w takich babinach zagrożenia dla świata, przynajmniej ja nikogo takiego nie znam, nawet nie osobiście. Zagrożenie pojawi się dopiero, kiedy babinom tym rzeczywiście ktoś zacznie wierzyć. Sygnatariusze listu przestrzegają przed oficjalnym uznaniem ich zdolności, a ja swoim blogiem staram się zrównoważyć ich nierówną walkę z orędownikami "wiedzy tajemnej". Nikt nie ma zamiaru okładać tutaj babć miotłami, spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń