8 lutego 2009

Transcendentalna wojna

Fascynującym tematem, chyba nie poruszanym ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, jest stosunek ezoterystów do Kościoła katolickiego. Te dwie wielce uduchowione myśli nie pałają do siebie szczególną sympatią, a jak mawia stare przysłowie, "gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta". Nie ma co ukrywać, że w Polsce mamy więcej astrologów niż astronomów, a czasopisma takie jak "Czwarty wymiar" i "Wróżka" przewyższyły swoimi nakładami czasopisma naukowe. Z drugiej strony, Kościół posiada rzeszę 30 tysięcy wykwalifikowanych agitatorów w postaci katolickich księży, ilość której nigdy nie dorobi się w naszym kraju ruch wolnomyślicielski. Racjonalizm jest tu kopciuszkiem. Kiedy chrześcijański i okołoezoteryczny światopogląd wchodzi ze sobą w konflikt, być może należałoby wzmacniać jedną ze stron we wspólnych dla nas sprawach - oczywiście, wcześniej należałoby wiedzieć gdzie istnieją owe zbieżności i po to właśnie ten post. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przyznawać racje zawsze wtedy, kiedy rzeczywiście jest ona należna, niezależnie od tego jak nie lubimy głoszącej ją strony. Bardzo ważne aby nosić przy tym w głowie słowa Barta Simpsona, wypowiedziane w jednym z odcinków (The Father, the Son, and the Holy Guest Star) w kierunku walczących ze sobą odłamów chrześcijaństwa, tym razem przełożywszy je na opisywanych tu oponentów: "te małe głupie różnice to nic w porównaniu z wielkimi głupimi podobieństwami".

Ezoteryzm, New Age i okultyzm, traktowane przez księży w charakterze synonimów, nie znaczą bynajmniej tego samego, choć można powiedzieć, iż dwa ostatnie zawierają się w pierwszym. Okultyzm to wynalazek końca XIX wieku, zaś ezoteryzm posiada o wiele starszą tradycje, sięgającą korzeni astrologii i alchemii. Relatywnie nie tak dawno, bo jeszcze kilka wieków temu, ezoteryzm nie różnił się zasadniczo od chrześcijaństwa, Bóg był tu wciąż niezbędnym narzędziem do osiągnięcia wszelakich celów. Jednak tak jak rewolucja kopernikańska wydostała Ziemię wraz z człowiekiem z centrum wszechświata (wbrew temu co mówi Biblia), tak ezoteryzm poszedł w drugą skrajność, równie niebezpieczną dla Kościoła, wynosząc człowieka do boskiej pozycji. Okultyzm, jest zrytualizowanym ezoteryzmem, praktykującym tzw. Ścieżkę Lewej Reki. Ścieżka Lewej Ręki to daleko posunięty antropocentryzm, w którym praktykujący ją adept odwołuje się nie do Boga, a do swojego wnętrza. Wiara, iż poznanie znajduje się w nas samych, jest przeciwieństwem Ścieżki Prawej Ręki, nieodzownie zwracającej się ku górze, w stronę absolutu. Istnieją również godzące te stanowiska rozwiązania, takie jak taoizm, zwany Drogą Środka.

Drugim skonfliktowanym z Kościołem wpływowym środowiskiem, jest wykrystalizowany w świecie zachodu w 2 połowie XX wieku, a będącym zestawem osobliwych wierzeń, ruch New Age. New Age kierujący swój wzrok w stronę "natury" odrzucając medynę konwencjonalną na rzecz medyny alternatywnej. Kościół co prawda nie uznaje skuteczności tej "medycyny" jednak doszedł do tego dość osobliwą metodologią. Odrzuca on całą koncepcje energii, ponieważ w gruncie rzeczy żaden ze świętych nie posiadał nigdy takiej mocy uzdrawiania i nawet najwięksi ulubieńcy Boga zdać się mogli jedynie na jego łaskę, prosząc go o to w modlitwie. Istnieje zresztą więcej takich zbieżności Kościoła i nauki, w których Kościół dochodzi do tych samych wniosków w zaskakujący sposób - np. kwestionuje zdolności jasnowidzów nie dlatego iż są bzdurą, a dlatego że pochodzą od diabła. New Age odwzajemnia się oskarżeniami, utożsamiając "Epokę Kościoła" ze znienawidzoną przez nią Erą Ryb, która nie przez przypadek zaczęła się wraz z narodzinami chrześcijaństwa, 2 tysiące lat temu. Kościołowi zarzuca się odejście od mistyki i życia w prawdziwej wspólnocie, zastępując ją zbiurokratyzowaną instytucją religijną. Za sprawą porzucenia chrześcijańskiego dualizmu ciała i duszy i traktowania jednego jako emanacje drugiego, New Age przywiązuje niebagatelną rolę do ciała i seksualności, a sam seks ma być tu stymulantem naszego najwyższego ja. Porzucenia religijnie umartwianego ciała na rzecz pozytywnie rozumianego hedonizmu, to niewątpliwe kość niezgody pomiędzy new age'owcami a katolikami, jest to jednak zgodne z tym co myśli, jeśli nie większości, to dużej części ateistów.

PS: Zupełnie nie na temat. Od pewnego czasu, Instytut Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza, raczy nas tekstami Iana O'Neilla w tłumaczeniu dr Piotra Dybczyńskiego, tyczącymi się proroctw roku 2012. Jak na razie, ukazały się "Nie będzie Dnia Zagłady w roku 2012", "Nie będzie żadnego zbliżenia Planety X do Ziemi w roku 2012", "Nie będzie żadnego zabójczego rozbłysku na Słońcu w 2012 roku", "Nie będzie odwrócenia biegunów geomagnetycznych w 2012 roku" oraz "2012: Planeta X to nie Nibiru". Miałem doczepić do notki ale wypadło mi z głowy. Polecam!

4 komentarze:

  1. "Kościół posiada rzeszę 30 tysięcy wykwalifikowanych agitatorów w postaci katolickich księży, ilość której nigdy nie dorobi się w naszym kraju ruch wolnomyślicielski"

    Ejże, skąd ten pesymizm? Powszechne otrzeźwienie jest kwestią czasu, w czym nam dopomóż Internet! ;-)

    Fajny występ Simpsona przywołałeś, nie znałem.

    A dodatkowo to witam się uprzejmie niniejszym komentarzem i dzięki ślę za tofu-linkę, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. w Stanach Zjednoczonych, gdzie żyje 300 mln ludzi, skeptics society liczy sobie 50 tysięcy członków, subskrybentów i klientów ich strony www. W Polsce... nie ma nawet podobnej organizacji :) Moje obawy o przyszłość są zatem realnie nieciekawe, acz z nutką nadziei :)

    Za tofu nie ma co dziękować, to ja dziękuje, że mam co wstawiać po lewej stronie bloga, zawsze choć tam coś się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujące. Ja staram się czasem ogarnąć miłosno-wrogi stosunek między chrześcijaństwem (czy katolicyzmem) a islamem - choć patrzę nań mniej z punktu widzenia "komu kiedy i w czym przyznałbym rację" a raczej z punktu widzenia "jakże oni muszą popadać w schizofrenię widząc w drugiej stronie jednocześnie sprzymierzeńca w walce ze zgniłym bezbożnictwem - i sprzymierzeńca w wierze w circa about to samo".

    Dzięki za przypomnienie o 2012 roku, chyba wygrzebię z dysku nagranie potwornie bzdurnej audycji radiowej na ten temat, i sobie znowu odsłucham żeby się pośmiać.

    Ech, kiedyś nawet na jakimś forum popełniłem ku nauce młodzieży długą listę bzdur z tej audycji...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli dobrze pamiętam, to w już na wpół-legendarnym "Root of all evil", mamy postać byłego żyda, a teraz muzułmanina, opowiadającego o chrześcijanach nienawidzącego przy tym najbardziej ateistów :) Rzeczywiście, w przeciwieństwie do tego co słyszymy w mediach o "wojnie światów", postrzeganie "ludzi księgi" przez islam nie jest takie straszne, wystarczy spojrzeć na zatargi islamu z hinduizmem. Zresztą chrześcijanie chyba czują tą wdzięczność - aby wspomnieć tu choćby propozycje biskupa Rowana Williamsa na temat szariatu. Czytałem w którymś z polskich tygodników o tym panu i jest m.in wielkim fanem serialu Simpsonowie :)

    OdpowiedzUsuń