22 lutego 2009

Nauka w oparach buddyzmu

Większość dyskusji tyczących się relacji nauki i wiary, tą drugą zwykło utożsamiać z chrześcijaństwem. Mówiąc, że nauka i wiara, jest lub nie jest do pogodzenia, nie rozpatrujemy wiary w kontekście religii Aborygenów, hinduizmu czy szamańskich transów. Zwykle spoglądamy przez pryzmat nauki na chrześcijańskie dogmaty, nie zaś na całkowitą zapaść nauki w krajach pod panowaniem szariatu. To czy można pogodzić naukę i religię chrześcijańską poniekąd wiemy, choćby z wielu badań co rusz przeprowadzanych w tym temacie Badania Edwarda Larsona i Larrego Withama z roku 1998 dowiodły, że około 60% amerykańskich wykładowców akademickich to ateiści, zaś wśród najbardziej elitarnej grupy, skupiającej naukowców jedynie z największym dorobkiem - National Academy of Sciences, aż 95% odrzuca wiarę w Boga i życie pośmiertne.

Poza niewykorzystanym zaproszeniem na spotkanie z Dalajlamą, zostało mi po tej wizycie zapytanie, o źródło popularności buddyzmu wśród ateistów. Można przypomnieć choćby czołowego amerykańskiego ateistę Sama Harrisa, ale badania naszego rodzimego gruntu pokazują, że i w Polsce ten flirt ateizmu z buddyzmem ma nierzadko swoje miejsce. Czy buddyzm jest rzeczywiście bardziej zdroworozsądkowy, bardziej sceptyczny? Czy nie neguje nieprzychylnych dla siebie naukowych faktów? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się twierdząca. Już na wstępie swojej książki, "Wszechświat w atomie. Gdy nauka spotyka się z duchowością", Dalajlama pisze:

Prawdziwy buddyzm niezmordowanie dąży do empirycznego poznania. W procesie ustalania słuszności stwierdzeń, buddyzm przyznaje pierwszeństwo empirii, następną instancją jest rozum, a dopiero na końcu święty tekst. Religia ta jest w stanie odrzucić obowiązujące od wieków "niepodważalne" przekonania, jeśli badania wykażą, że prawda wygląda inaczej.
Czyż nie brzmi to cudownie? Nauka triumfująca nad wiarą, a religia dostosowuje się do jej praw, pokornie tuląc się pod wagą naukowych dowodów. Niestety znam więcej tego typu frazesów i wiem jak w praktyce wyglądają. W zasadzie każda religia głosi podobny pogląd. Zacytuje tu choćby pogląd św Augustyna, czy arcybiskupa metropolitę lubelskiego, Józefa Życińskiego:

Ilekroć zaistnieje konflikt pomiędzy dosłowną interpretacją jakiegoś tekstu biblijnego a prawdą dotyczącą przyrody, udowodnioną przy pomocy wiarygodnych argumentów, chrześcijanin powinien poddać tekst biblijny reinterpretacji metaforycznej.
Dla dzisiejszej linii obrony religii chrześcijańskiej przed nauką, wciąż znamienne zdają się słowa Augustyna: "Pan nie powiedział: zsyłam na was Ducha, aby was pouczył o biegu Słońca i Księżyca. Chciał was uczynić chrześcijanami, nie zaś astronomami". Chrześcijanie raczej nie idą w zaparte, próbując dowieść zawartych w biblii prawd o budowie białka. Tymczasem mniej więcej taką strategie obrał Dalajlama. Usilnie próbuje przekonać czytelnika, że wszystko co dziś wiemy już było i zostało objawione w pismach buddyjskich mężów. Jego Świętobliwość z jednej strony chwali wykładnie buddyjskiej kosmologii abhidharme, za pogląd o wielości światów, na marginesie wzmiankuje jedynie, że według abhidharmy Ziemia miała być płaska z krążącym wokół niej Słońcem. Dalajlamę przekonuje oczywiście bardziej teoria w której Wszechświat jest wieczny i składa się z nieskończonych ciągów następujących po sobie Wielkich Wybuchów, niż pojedynczy Big Bang niespójny z założeniami buddyzmu. Jednak największe pole do popisu dla irracjonalnych religii daje jak zawsze "nielogiczna" mechanika kwantowa. Kiedy czytałem zebrane przez Jeana Delumeau w książce "Uczony i wiara, wyznania ludzi nauki," świadectwa bogobojnych naukowców, mechanika kwantowa odgrywała w nich kluczową role. Mechanikę kwantową przywołuje się kiedy mowa o Duchu Świętym, ale równie chętnie sięgają po nią telepaci, tłumacząc naturę swoich zdolności! Bezsprzecznie laur koła ratunkowego dla religii i zjawisk paranormalnych ostatnich dekad, należy się zasadzie nieoznaczoności Heisenberga i "dziwnym zachowaniom cząstek elementarnych. Mechanika kwantowa świetnie współgra nie tylko z buddyjską "teorią pustki". Religijny świat sankcjonuje nią już chyba każde najbardziej absurdalne dociekanie, na zasadzie "jeśli elektron może, to czemu nie my?"

Dla religii nauka jest rzetelna do póty, do póki odpowiada jej wyobrażeniom i poglądom. Dalajlama stawia się w gronie światłych ludzi tego świata i na swój sposób akceptuje teorie ewolucji:

Dotychczas nie znaleziono dowodów, które pozwoliłyby ją podważyć i stanowi dziś najbardziej spójne naukowe wyjaśnienie ewolucji życia na Ziemi. Darwinowska teoria ewolucji, wsparta odkryciami współczesnej genetyki, jest dość spójnym wyjaśnieniem rozwoju życia na Ziemi.
Nie mniej, jeśli dotyka ona ważnych dla buddyzmu spraw, stając z nimi w sprzeczności, ewolucja wydaje się już mniej potwierdzona i przekonywująca. Pogląd, iż nasze dobre uczynki wynikają z naszej biologii jest dla religii wschodu nie do zaakceptowania. Dalajlama widzi problem dla teorii ewolucji w przypadku zachowań altruistycznych, co wynika chyba z jego nieznajomości subtelnych meandrów teorii ewolucji. Altruizm matki do dziecka nie godzi w w zasady ewolucji, ponieważ instynkt dąży nie tylko do przetrwania samej jednostki, a do przetrwania gatunku, a mówiąc ściślej, do przetrwania puli genów. Także chybionym wydaje mi się argument Jego Świętobliwości, o wychowaniu podrzuconej kukułki przez ptaki innego gatunku, co miałoby dowodzić niespójności w teorii Darwina. Tymczasem nie jest to zachowanie altruistyczne tychże ptaków, ale pasożytnictwo kukułki. To nie my jesteśmy altruistami dla tasiemca, ale tasiemiec dla nas pasożytem. Reasumując, konfrontacja buddyzmu i nauki niesie jakieś nadzieje, ale jak na razie bez zachwytów. Raczej te sam zagrania i ta sam pozorna otwartość jaką spotykamy u co bardziej sympatycznych przedstawicieli innych religii.

5 komentarzy:

  1. Jeśli uważasz, że istnieje sprzeczność między tym co głosi buddyzm, a nowoczesna nauka, to moim zdaniem dość płytko zagłębiłeś się w temat. Polecam na początek np: "Nieskończoność w jednej dłoni", "Tao Fizyki", czy rozprawę "Byt i względność" A. Domaniewskiego, a z dziedziny kognitywistyki - np "Maszynę memową". Polecam też dzieła klasyczne ze strony buddyzmu np rozprawy Nagrdżuny o względności i naturze umysłu.

    Należy też pamiętać, że czym innym jest tzw buddyzm orotodoksyjny jakim jest lamaizm, a czym innym np buddyzm Zen, który w zasadzie pozbawiony jest wszelkich doktryn i dogmatów, a jedyną jego esencją jest poznawanie własnego umysłu w drodze medytacji (to, że do tego właśnie służy medytacja można się przekonać samemu, przy okazji efekty zdrowotne dla naszego układu nerwowego będą niewspółmiernie lepsze niż to, co ma nam w tej dziedzinie do zaoferowania współczesna medycyna). To, że istnieją w buddyzmie takie bardziej dogmatyczne nurty nie powinno dziwić biorąc pod uwagę, że równoległe zjawiska mają miejsce w nauce. Nie jest to jednak powód żeby odrzucać ani dorobek kontemplacyjny buddyzmu, ani dorobek nauki.

    Co do samej medytacji. O tym, że naukowcy coraz bardziej przekonują się do tego fenomenu zapraszam np na stronę Susan Blackmore (susanblackmore.com.uk), która jest cenionym na świecie naukowcem z dziedziny kognitywistyki i memetyki a zarazem od blisku 30 lat praktykuje Zen.

    Polecam również dzieła amerykańskiego prekursora psychologii integralnej Kena Wilbera, który jako jeden z pierwszych zaczął "przerzucać most" pomiędzy poznaniem naukowo-racjonalnym a odkryciami i dorobkiem wschodniego mistycyzmu. I dlaczego na tym pierwszym świat się jednak nie kończy. ;)

    "Forma jest tylko pustką, pustka jest tylko formą". Zacznij o czymś intensywnie myśleć a przekonasz się sam. Co to jest drzewo? Jak znajdziesz PEŁNĄ odpowiedź, to jesteś w domu. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście że płytko, skupiłem się jedynie na tym co o nauce w świetle buddyzmu pisze w swoich książkach dalejlama. Nawet nie silę się tu na polemiki z innymi poglądami, gdyż w większości ich nawet nie znam. Nie wiem jednak czy obronna buddyzmu przez wystawienie na jego czoło jedynie słusznego, czysto filozoficznego reprezentanta, jest do końca uczciwe. Chrześcijaństwo jest dla mnie równie anaukowe i nie zmieni tego fakt, że etyka chrześcijańska radzi sobie na tym polu odrobinę lepiej. Branie się za religie z całym ich inwentarzem, zawsze przysparza sposobność do naukowego naigrawania się. Bretarianizm i reinkarnacja, to równie powszechne elementy buddyzmu, jak wielkie myśli i najmądrzejsze mowy. Tak mi się przynajmniej wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam właściwie wątpliwość czy postrzeganie buddyzmu przez pryzmat dalajlamy nie jest nadinterpretacją, ale właściwie tylko ze względu na skrajne różnice między jego odłamami. Z drugiej strony w kręgach buddystów koncepcje z kręgu new age i paranaukowych bzdur trzymają się mocno, więc być może zapał religijny jest silniejszy niż skłonność do zastosowania się do empirycznego poznawania świata.

    OdpowiedzUsuń
  4. altruizm matki w stosunku do dziecka jest czymś zgoła innym niż altruizm osiągnięty poprzez duchowy rozwój i obejmujący wszystkie istoty żywe, pomyśl nad tym

    OdpowiedzUsuń
  5. Autorze, coś słabo wyszło ci ukazanie że buddyzm w jakikolwiek sposób stoi w sprzeczności z nauką... bo nie stoi. A indoeuropejska kosmologia która dała początek hinduistycznej i buddyjskiej potem, mówiła już tysiące lat temu o tym, co się u Hindusów (nie wiem jak nazywali to przed) zwie - o kalpie. Największa kalpa to okres od jednego Wielkiego Wybuchu do Krachu i tak w kółko... tak wiedziano o tym.

    OdpowiedzUsuń