1 lutego 2009

ABC Kryptozoologii

Mało widowiskowe odkrycia nowych gatunków chrząszczy, kuszą zastępy amatorów do obejścia tego żmudnego procesu klasyfikacji nowego gatunku. Poświęcenie połowy życia, na opis nieznanego nauce storczyka, nie podnosi u nich adrenaliny. Głodnych sławy i sensacji ludzi nie zraża fakt, nie notowania już nowych większych zwierząt lądowych. Według kryptozoologów, świat jest usiany niezliczoną ilością zagadkowych stworzeń, zaś mityczne stwory takie jak jednorożce, gryfy, syreny czy smoki, mają swoich odpowiedników w rzeczywistości. Mogą zamieszkiwać daleką pustynie Gobi, jak 2 metrowy, plujący kwasem i kopiący prądem, Mongolski Robak Śmierci. Inne są mniej dyskretne i tak jak Mothman, człowiek-ćma, żyje w mieście Point Pleasant. Jest tego naprawdę sporo, oto te najciekawsze, a zarazem najsłynniejsze i najdurniejsze.

Chupacabra - jedno z najmłodszych dzieci kryptozoologi, liczący sobie zaledwie 20 lat, latynoamerykański stwór przypominający kolczastego psa. W Portoryko, za sprawą mody na chupacabre, poznikały wszystkie inne drapieżniki, takie jak dzikie psy, ponieważ wszystkie ataki na zwierzęta hodowlane przypisuje się chupacabrze. Chyba jak przy żadnym innym stworzeniu z tej listy, wokół chupacabry narosły całe teorie spiskowe, łączące ją czy to z UFO, czy to z tajnymi badaniami genetycznymi. Jednak, tak jak w przypadku wszystkich wymienionych tu zwierząt, nie ma oczywiście żadnych bezpośrednich dowodów na to, że nasz kolczasty przyjaciel istnieje.

Diabeł z Jersey - stworzonko z zagłębia mitycznych potworów, a zatem rodem z USA. Diabeł miałby być przemienionym w demona 13 dzieckiem, dzieciobójczyni Debory Leeds. Na kartach historii postać diabła funkcjonuje od XVIII wieku, jednak najciekawsze wydarzenia z nim związane datuje się na 16–23 stycznia 1909 roku. Jest to apogeum zbiorowej histerii, kiedy w ciągu paru dni zanotowano ponad tysiąc doniesień o ataku tego stworzenia, a w konsekwencji pozamykano szkoły na przestrzeni kilku stanów! Równolegle do paniki trwała intensywna akcja policji, informującej w prasie i na plakatach, że diabeł z Jersey nie istnieje.

Jackalope - krzyżówka królika i antylopy, ewentualnie królika i jelenia, hasająca rzekomo po amerykańskich preriach. Samice Jackalopa, mogą być dojone, zaś ich mleko leczy wiele chorób. Królik zbliżony jest umiejętnościami do naszego kruka, mogąc naśladować mowę człowieka, zaś najlepszą metodą jego upolowania jest napojenie bidaka alkoholem. Jak widać na załączonym opisie, wiara w Jackalopa jest na wpół poważna, zaś istnienie rogów u dzikich królików tłumaczy się wirusem brodawczaka.

Krasnoludki, a więc małe, brodate ludzki, noszące na głowach szpiczaste czapeczki. Jak się okazuje, ich obecność nie wszędzie traktowana jest jako wytwór dziecięcej wyobraźni. Taką przyjazną dla krasnali krainą jest Argentyna, gdzie według niektórych badań, aż 80% osób wierzy w ich istnienie. W ostatnich dwóch latach, filmy i zdjęcia przedstawiające zamazane argentyńskie gnomy, zasiliły wiele światowych tabloidów. Dla przykładu, równie owocnym krajem, tym razem jeśli chodzi o UFO, jest Meksyk. Poniżej przykład tego narodowego towaru eksportowego.




Zaskakuje liczba dinozaurów, umieszczanych gdzieś w Afryce - w końcu nie jest przypadkiem, iż serial "Zaginiony Świat" dzieje się w Afryce. Najsłynniejszy z nich, to żyjący w Kongo Mokele Mbembe. Z powodu pięknych krajobrazów i widma życiowej przygody, w przeciągu ostatnich 100 lat odbyło się przeszło 30(!) zorganizowanych wypraw badawczych poszukujących Mokele-Mbembe. Wyprawa BBC z roku 2001 i National Geographic z 2006 zakończyły się co prawda fiaskiem, jednak już wyprawa dla amerykańskiej telewizji SciFi Channel zarejestrowała.. grupkę pięknych hipopotamów.

Orang-pendek, żyjące sobie gdzieś na uboczu, zapomniane nawet przez kryptozoologów stworzonko, odżyło w roku 2003 po odkryciu szczątków homo floresiensis. Stawiwszy znak równości pomiędzy orang pendekiem a człowiekiem z flores, mielibyśmy niejako dowód kopalny na istnienie tego pierwszego. Wydaje się to błędne z co najmniej kliku względów. Tak jak w przypadku innych kryptyd, istnieją skrajne rozbieżne opisy dotyczące oran-pendeka, jego wyglądu i zachowania. Dopiero zainteresowanie mediów węszących w nim kopalnego hominida ujednoliciły ten opis do małej wyprostowanej małpy i każdy mieszkaniec Flores okazał się świadkiem spotkania z pendekiem. Druga rzecz - nic nie wskazuje na to, że homo floresiensis wciąż żyje w tamtejszych lasach, nie może być więc wciąż widywanym orang-pendekiem. Tak czy owak jest to jeden z nielicznych domniemanych gatunków rozpalający wyobraźnie naukowców.

Potwór z Loch Ness - jedyna wodna kryptyda na mojej podręcznej liście, ale od razu jaka! Zamieszkujące najlepiej przebadane jezioro świata stworzenie, wciąż nie może wpaść w ręce nauki. Kilkanaście wielkich wypraw poszukiwawczych na przestrzeni ostatnich 50-lat - posługujących się począwszy od kamer, tygodniami filmujących lustro wody, na łodziach podwodnych skończywszy - nie dały nam do ręki ogoniastego potwora. Ostatecznym ciosem dla Loch Ness jest ekspedycja z roku 2003, która przy pomocy siatki GPS i 600 sonarowych wiązek, wzdłuż i wszerz przebadała całość jeziora, oficjalnie potwierdzając nieistnienie hipotetycznego plezjozaura. Wiadomość ta jest na tyle niewygodna dla środowiskiem kryptozoologów, że Fox Mulder przyznał w jednym z odcinków Archiwum X, że w wodach Loch Ness nie żyje żaden potwór... ponieważ żyje on na pobliskich skałach.

Wielka Stopa - nie mylić z jego himalajskim kuzynem Yeti, jest jedną z kilkunastu wielgachnych małp, jakie to przechadzają się po różnych zakątkach naszego globu. Najsłynniejsze zdjęcie Wielkiej Stopy, będące klatką filmu Rogera Pattersona z roku 1967, przedstawia Boba Heironimusa, który za słynny chód Sasquatcha zainkasować miał 1000$... niestety został oszukany przez Pattersona, tak jak miliony ludzi którzy po dziś dzień wierzą w Wielką Stopę.

3 komentarze:

  1. Świetny, ciekawy blog, gratulacje. Mnie zawsze interesowały psychologiczne uwarunkowania i podstawy wiary w przeróżne "cudowne" rzeczy. Ciekawe też, ile osób, które "widziały" dajmy na to stwora z Loch Ness tak długo przekonywało o tym siebie i innych, aż w to samemu uwierzyło.

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może było i odwrotnie: aby go zobaczyć należało nasamprzód uwierzyć :) Generalnie jeśli chodzi o doświadczenie wszelkich "cudów" wiara w nie jest nieodzowna, jeśli tylko chcemy zobaczyć takie dziwy. Obawiam się że gdyby Loch Ness podpłynął i ochlapał mnie swoim ogonem, to jako zatwardziały niedowiarek, wytłumaczyłbym to sobie przy pomocy płynącej kłody drewna i rzucającej się nad taflą wody wielkiej ryby :)

    Jeśli chodzi o psychologiczne uwarunkowania tych rzeczy, polecam starą i zapomnianą książkę Gustawa Jahoda "Psychologia Przesądu". Szykuję do napisania krytykę audycji o duchach, więc za niedługo będzie i okazja aby opowiedzieć coś o eksperymentach Jahoda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa i pozdrawiam oczywiście dziękując za miłe słowa :)

    OdpowiedzUsuń