18 kwietnia 2009

Uwierz w ducha

Częstym błędem popełnianym przez kapłanów racjonalizmu, niosących dobrą nowinę ateizmu, jest jedynie wyszukiwanie najróżniejszych błędów logicznych w teistycznym myśleniu. Tymczasem to nie filozoficzne rozważania utwierdzają ludzi w ich wierze, ale proste, wręcz prostackie opowiastki i to one dostarczają im dowodów na istnienie "życia po śmierci". Nie kiedy indziej jak wczoraj, Fundacja Nautilus doniosła o kolejnym niezaprzeczalnym fakcie, dowodzącym reinkarnacje. Jest nim osoba Tatti Valo, Rosjanki władającej 120 językami swoich dawnych wcieleń, w tym wieloma językami z grupy tych wymarłych! Byłby to absolutny rekord wywracający naszą wiedzę o funkcjonowaniu mózgu. Zamknięte umysłu naukowców wskazywały do tej pory na liczbę 30-35 języków jako apogeum ludzkich możliwości, bodajże 32 języki znał jeden z wyższych urzędników pracujący w ONZ, ale 120 i to wymarłych! Na szczęście nie muszę kasować swego bloga, ponieważ gorący news okazał się odgrzanym kotletem opublikowanym w Komsomolskaja Prawda 6 lat temu. Na tyle odgrzanym, że rosyjscy bracia sceptycy zajęli się już tą sprawą. Badana przez filologów Tatti Valo (a właściwie Natasha Beketova) okazała się mówić zawrotną liczbą trzech języków, natomiast w innych, które to rzekomo posiadła w spadku po swoich inkarnacjach, nie potrafiła zrozumieć najprostszych zwrotów takich jak "jak masz na imię?". W jednym z akapitów Nautilius szumnie zapowiada sprowadzenie Nataszy do Polski i trzymanie w tej sprawie ręki na pulsie. Trzymamy za słowo

Innym prymitywizmem, już z naszego tradycyjnego podwórka, są doniesienia o duchach. Co druga polska rodzina może się pochwalić historią jak to tuż po śmierci ciotki w kuchni spadła doniczka, zmarły przyszedł w śnie, ewentualnie objawił się któremuś z żyjących. Media ukazują te historie jako realnie dziejące się wydarzenia, których prawdziwość leży na równi z doniesieniami o katastrofach i wydarzeniach politycznym. Moim niedawnym rodzynkiem jest program "Archiwum X Kościoła", realizowany i emitowany na jednym z kanałów tematycznych ekipy TVN "Religia". Kanał ten został niejako wymuszony, pod masońsko-satanistycznymi oskarżeniami, kierowanymi w stronę grupy ITI, z zamiarem stworzenia przeciwwagi dla swojego głównego opluwacza, telewizji "Trwam". Archiwum X Kościoła to odcinkowy dokument, poruszający co bardziej chodliwe i rozpalające wyobraźnie widza tematy. Widać w tym wszystkim niewielki budżet jakim dysponuje ekipa. Atmosferę gnostycznej wiedzy, tworzy stara biblioteka w której co odcinek przesiadują prowadzący, zaś role niezgłębianych tajemnic wypełnia w programie niedoświetlona, odrapana ściana, pod którą przeprowadza się wywiady. Nie komentowałbym tego wszystkiego, gdyby odcinki kościelnego archiwum, nie były dostępne w internecie. Udostępniane są za pośrednictwem telewizji jednego z portali, zaś odcinek który omawiam, "poszukiwanie dowodów obecności duchów", kryje się właśnie pod tym linkiem

Dowody na istnienie duchów są oczywiście równie przekonywujące jak na istnienie reinkarnacji. Żenada goni żenadę. W omawianym odcinku, pojawia się przykładowo taki oto zwrot, dotyczący eksponatów z Muzeum Dusz Czyśćcowych ojca Victora Jouet'a: "eksperci potwierdzili autentyczność zgromadzonych materiałów". To ja się pytam jacy eksperci? Z jakiej konkretnej dziedziny wywodzi się ekspert potrafiący rozpoznać czy zarys dłoni wypalono ogniem czy zostawił je duch? Kryminolodzy, fizycy, konkretnie kto i jaką metodologie do tego zastosował? Jak można potwierdzić coś takiego? Jakie to kryterium pozwala odróżnić znak wykony w sposób naturalny, od tego zrobionego ręką duszy czyśćcowej? Trudno nazwać mi podobne wtrącenia inaczej niż perfidnym matactwem. Podobne odciski łap duchów na Jasnej Górze czy w kościele św Doroty w Licheniu, skądinąd również przedstawiane jako autentyczne, to zwykłe oszustwo, często prostego człowieka, niezastanawiającego się nad tym co słyszy. Tymczasem dowodów na istnienie dusz czyśćcowych jest 0, słownie "zero". Realne natomiast były i są zagrożenia, wynikające z wiary w podobne zabobony.

W czasach mojej większej aktywności w przeciąganiu innych na stronę normalności, napisałem nawet FAQ dla osób doświadczających kontaktów ze zmarłymi. Ta i inne moje inicjatywy nic tu jednak nie zmieniły, śmiem nawet twierdzić, że nic nie jest w stanie przekonać ludzi czujących obecność swoich zmarłych bliskich. Kwestionowanie takich zjawisk, potrafi wręcz umocnić ich w tym paranormalnym przekonaniu. Gustaw Jahoda, w swojej książce "Psychologia Przesądu" opisywał przypadek jaki zdarzył się wśród jego znajomych. Uczestnicząc w seansie spirytystycznym, niechcący kopnął w nogę stołu i kiedy już miał przeprosić za ten hałas, wywołał nim cała lawinę "mgieł" i "niewyraźnych postaci siedzących w rogu pokoju". Kiedy po latach opowiedział całą prawdę swoim znajomym, nie tylko nie uwierzono mu, że hałas był jego zasługą, a wręcz oskarżono go o trwanie przy swoim obłędnie sceptycznym stanowisku i zaprzeczane ewidentnym dowodom. Tak ceptyk staje się duchotwórcą.

11 komentarzy:

  1. "Kryminolodzy, fizycy, konkretnie kto i jaką metodologie do tego zastosował?"

    Historia uczy, że zjawiska "paranormalne" oprócz kryminologów i fizyków (i biologów, te "krwawiące" hostie, które pewnie były porośnięte czerwonymi koloniami Serratia marcescens) powinni badać iluzjoniści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, i tak też zawsze były. Począwszy od samego Houdiniego, po Gardnera, Randiego i Tellera skończywszy, iluzjoniście są w tych sprawach najbardziej cięci. Ja natomiast pytam nie tyle kto powinien się tym zając, ale kto wydał taki wyrok. Jak wyżłobienie w kamiennej kolumnie w sposób naukowy mogło zostać uznane za dzieło ducha? W domyśle odpowiedź jest oczywiście taka, że owych "ekspertów" nigdy nie było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumujesz z gruntu fałszywie ;-)

    Klucz do problemu leży w poprawnym postawieniu pytania. Nie: "skąd się wzięło wyżłobienie w kamieniu?" tylko "czy wyżłobienie w kamieniu zostawił duch/bóg/etc.". Właściwym ekspertem jest więc nie jakiś marny doktor wyżłobieniologii czy docent od fizyki kamieni, ale specjalista od duchów i bogów. Ksiądz na przykład. Chyba nie wyobrażasz sobie, że dobrym specjalistą od duchów może być ktoś, kto w nie programowo nie wierzy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że krytyka Nautilusa powinna zostać stałym przedmiotem Twoich notek. Może jakieś podsumowanie tygodnia, ranking głupoty czy coś w tym stylu.

    Pozdrawiam.


    Etnolog

    OdpowiedzUsuń
  5. O ile z pierwszą twoją myślą "misko" zgodziłem się stuprocentnie, to z drugą nie zgadzam się w ogóle. W zasadzie to chyba sie wykluczają. Chciałbym jednak zauważyć, że dyskusja o artefaktach pozostawionych przez duchy różni się od transcendentnych wywodów na temat upodobań niewidzialnych istot - w których brylują duchowni. Biblia nie daje tu wskazówek do weryfikacji. Kiedy mowa o namacalnych dowodach, nawet Kościół świadom jest swojej bezradności, zostawiając je ekspertom z danych dziedzin (zob. badania relikwii). Jeśli to księża mieliby badać wypalone ślady, to ponawiam pytanie, jak odróżnią zwykłą spalenizne od tej wypalonej ręką duszy czyścowej? Zdanie księdza wydaje mi się tu najmniej obiektywne ze wszystkich możliwych opinii i w najlepszym wypadku doświadczymy czegoś na wzór advocatus diaboli.
    Co do Nautilusa, raczej nie ograniczę się jedynie do krytyki tej zacnej instytucji, zresztą z kilku powodów. Jeśli spojrzeć na ich i moje etykiety do tekstów, widać, że jednak dość istotnie się różnią. Postaram się jednak, czepiać się ich częściej niż dotychczas :) Również pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój drugi komentarz zawierał w pierwszym zdaniu znak ";-)", który odnosił się do całego komentarza.
    Moją intencją była ironia - przeprasza, że zbyt lekkim jej podkreśleniem wprowadziłem cię w błąd.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na stare lata trzeba mi już nie tylko podkreślać, ale i pogrubiać i dodawać wykrzykniki z dopiskiem IRONIA :) Choć, nawiasem mówiąc, 90% ludzi w tym kraju jak najbardziej zgodziłaby się z tą ironią.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na temat Nataszy Beketowej napisałem komentarz w Nautilusie, bo mi to też idzie czasami na nerwy.

    Oto treść:

    Dzień dobry.

    Większość wiedzy na temat Pani Nataszy Beketowej pochodzi z trzech artykułów, zamieszczonych w Komsomolskaja Prawda 18,19,25 kwietnia 2003.
    Wszystkie źródla w różnych językach praktycznie powtarzają zawarte tam informacje, również Fundacja cytuje to samo.
    Zamieszczony 20 minutowy wywiad z listopada 2008 nie wnosi też nic nowego.
    Musimy przyznać, że jak na taki podobno fenomen, to przez wiele lat praktycznie nic się specjalnego nie wydarzyło.
    Wyobrażam sobie, ze panna Natasza powinna być przez ten czas gwiazdą wszelkich talkshow na całym świecie, ale nic z tych rzeczy.

    Streszczając artykuły:

    -tylko Natasza twierdzi, ze zna 120 języków, wiąże to z reinkarnacją, że żyła własnie 120 razy,
    -zmieniła nazwisko na Tatti Valo, bo chciała wyjechać na stałe do Finlandii, jak sama stwierdziła, gdy zaoszczędzi odpowiednią sumę pieniędzy,
    -napis na dysku Phaistos przetłumaczyła mniej więcej tak, jak prof. Grinewitsch, choć nie wiadomo, czy tego tlumaczenia nie znała, dysk jest poza tym unikatem i nie można go z niczym porównać,
    -3 dalsze teksty nie potrafiła rozszyfrować.

    Na uniwersytecie w Krasnodarze zorganizowano spotkanie Nataszy z filologami różnych języków.
    Wyniki:
    -miała coś opowiedzieć o sobie po arabsku, filolog zrozumiał tylko pojedyńcze słowa, sensu nie zrozumiał, pisma nie odczytał, stwierdził, ze jest to chyba mieszanka słów zasłyszanych przez Nataszę w dzieciństwie,
    -po japońsku potrafi się porozumieć i Japonka jest pozytywnie zaskoczona mową, pisania Nataszy nie może rozszyfrować, nie umie też czytać,
    -z koreańskim poszło beznadziejnie, profesor stwierdził, ze ta młoda pani nas buja, to co mówi nie ma nic wspólnego z koreańskim.
    Natasza napisała zdania po koreańsku podobno z 6-8 wieku naszej ery, profesor Li Jon Won stwierdził, że wtedy koreańskie pismo nie istniało, Korea posługiwała sie chińskim.
    -zdania „dzisiaj pada deszcz” Natasza nie potrafiła zrozumieć po turecku, azersku, uzbecku, tadzycku, turkmeńsku i arabsku, ze zdania napisanego przez Natasze niby po turecku, docent mógł rozszyfrować tylko pierwszy wyraz.
    Tak to wygląda z tą naszą panią Nataszą.
    W dyskusjach w przedstawionym poniżej źródle są też zamieszczone ciekawe spostrzeżenia, m.in.
    Często słyszymy, że w stanie hipnozy ludzie zaczynają mówić podobno innymi językami, którymi posługiwali się w poprzednim wcieleniu itd.
    Ale nigdy do tej pory nie udało się rozwiązać przy pomocy hipnozy żadnego z problemów i zagadek filologicznych, których w językach starożytnych m.in. w egipskim, czy sumeryjskim nie brakuje.

    http://tiny.pl/z9qj
    http://tiny.pl/z9qp
    http://tiny.pl/z9ql

    Miłego dnia życzy Marek

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za te info, po tej lekturze sprawa wygląda na kompletnie umoczoną. Od teraz nikt nie ma już chyba wątpliwości co do 120 języków tej Pani.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałem ciekawe doświadczenie z duchem. Tym ciekawsze, że nie wierzę w duchy a spirytystów uważam tyleż za ozustów co i łajdaków... i to na podstawie własnych doświadczeń - obserwowałem na żywo, jak bezczelnie kantują członków mojej rodziny.
    A moje doświadczenie wyglądało tak: tydzien po śmierci pieska mojej żony usłyszeliśmy przy kolacji jego drapnięcie o drzwi łazienki. Wyjaśniam istotne szczegóły: Pies dożył późnego wieku, miał problemy z łapami i drapał w ten sposób, żeby otworzyć sobie drzwi od środka. Jego zbyt długie pazury klekotały wtedy w charakterystyczny sposób. Mimo prób nie udawało nam się później dokładnie odtworzyć tego dźwięku niczym, co było w łazience czy w ogóle w domu. Dźwięk słyszały 4 dorosłe, wykształcone i niewierzące w duchy osoby siedzące o 2,5 metra od źródła dźwięku, nie rozmawialiśmy wtedy o psie ani nie oczekiwaliśmy jakichś "duchowych" pojawień. Wydarzenie zaskoczyło nas całkowicie. O pomyleniu tego z czymś innym nie ma mowy, był to dźwięk charakterystyczny i dobrze nam znany, trudny do podrobienia a odległość pozwalała na określenie, że dźwięk pochodzi z drapnięcia drzwi do łazienki na wysokości ok 25 cm.
    Ciekawi mnie jakieś sensowne wyjaśnienie tego wydarzenia więc nie będę leciał z tym do łapi-duchów...
    Możecie coś zasugerować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowałbym coś co ma pazury i drapie w drzwi. Kot, pies, wiewiórka, kret, bardziej prawdopodobne jest, że borsuk wpadł ci oknem do mieszkania, podrapał w drzwi i uciekł, niż to, że łapy twojego psa zmaterializowały się pod drzwiami łazienki.

      Usuń