1 grudnia 2008

Narodziny na 101 sposobów

Na świecie istnieje około 90 tysięcy religii, w tym około 30 tysięcy odmian chrześcijaństwa, powstających w tempie dwóch religii dziennie. Ten potężny zbiór religii parachrześcijańskich, odmian judaizmu i islamu, bazuje w mniej więcej na tym samym Bogu stworzycielu. Czy to w Biblii czy w Koranie, obraz stworzenia wygląda podobnie. Jednym z argumentów na istnienie Boga ma być tzw dowód kosmologiczny, który wskazuje na konieczność istnienia tej Postaci, aby mógł powstać świat. Obie księgi lansują tu jedynego boga jako koniecznego sprawce istnienia czegokolwiek. Jeśli nie Bóg to co - powiadają. Dowód kosmologiczny możemy atakować wielorako. W przeciwieństwie do tego czym od dziecka nas karmiono, ani Jahwe ani Allah, ani jakikolwiek pokrewny im Bóg, nie ma tu monopolu. Nie widzę argumentu dlaczego biblijne stworzenia miałoby wieść prymat nad historiami innych religii. Są mity kreacji starsze, piękniejsze, bardziej odpowiadające znanym nam dziś dowodom. Czemu z góry mamy je odrzucać? Opowieść z Księgi Rodzajów jest równie prawdopodobna jak jakakolwiek inna mitologia, tłumacząca nasze powstanie. Jeśli dopuszczamy do naszej głowy podobne fantazje, a nuż warto poznać i inne bajki na ten temat. Każdy religijny monopolista dba aby jego wyznawcy nie poznali innych odmian mitu stworzenia. Na dowód, ile relacji rodem z innych kultur zna nasz rodak? Jak się trafi to może skubnął coś z greckiej mitologii, może, jeśli uważał na lekcji polskiego.

Na dowód tego, iż lansowana przez nas opowieść o narodzinach świata niespecjalnie odbiega poziomem od najprymitywniejszych kultur, zarówno w nich jak i w naszej, występuje te samo stworzonko - wąż. W historii wyznawanej przez chrześcijan nie nadał on Ziemi specjalnie przyjemnego charakteru, jednak wiele religii w samym swoim stworzycielu widzi węża - choćby religia Voodoo czy religia Azteków. Są i bardziej osobliwi zwierzakowi demiurgowie, jak kogut u Joruba, czy Pliszka u Ajnów. Świat Ajnów znajdował się na pływającym pstrągu, który jeśli tylko się poruszał, powodował trzęsienia Ziemi. Ptaszkowi zawdzięczamy jednak całą resztę - to pliszka trzepocąc skrzydłami i przegrzebując pazurkami stworzyła to co dziś oglądamy. U ludów Syberii całą tą robotę odwaliła gołębica, zaś u Indian Kanadyjskich przewodził w tym kruk o imieniu Raven. Całe zastępy zwierząt są stworzycielami Ziemi w mitologią Czirokezów. Przesiadujące w przepełnionym niebie zwierzaki, tworzą lądy z kawałka blotka wywleczonego z dna oceanu. Przekładającym florę nad faunę, polecić mogę mitologie Masajów. Bóg ich wykrzesał świat z drzewa, a wraz z nim trzech bogów, odpowiedzialnych kolejno za wypas bydła, rolnictwo i polowanie. Najwyższy Bóg w panteonie Zulusów, o wdzięcznej nazwie Unkulunkulu, narodził się tymczasem z trzciny. Jeśli lubimy obrzydlistwa, zareklamować mogę bardziej niestrawne genezy naszej planety. Opcja zwymiotowania świata, o ile dość obleśna, jest zaskakująco popularna. Ludzie jako wymiociny nie dla wszystkich wydaje się poniżające, szczególnie jeśli wymiotuje sam bóg! Przeszłość taką posiada, zamieszkujący Ugandę, lud Bakuba. Mbombo, biały olbrzym, cierpią na bóle brzucha zwymiotował Słońce, Księżyc i gwiazdy. Kontynuując następnie tą nieprzyjemną czynność, zwymiotował dodatkowo drzewa, zwierzęta i ludzi.

Z innych inszości, przejawiającym się często motywem jest jajo. Zgodnie z taoizmie z jaja wykluwa się Pan Gu, stworzyciel świata - człowiek o niedźwiedziej skórze i dwóch rogach. Z jaja kosmicznej gęsi narodził się egipski Ra stworzyciel świata. Z kosmicznego jaja Hiranyagarbha, wykluł się Pradźapati, stworzyciel ludzi według wyznawców hinduizmu. Jajo kaczki upodobali sobie Lapończycy. Pradawna kaczka unosząca się nad bezkresnym oceanem, szukając suchego miejsca na gniazdo, ląduje ostatecznie na statku. Ten jednak przewraca się, w konsekwencji czego jajo pęka. Z powstałych tak skorup rodzi się niebo i ziemia, zaś z żółtka powstaje Słońce. Legitymizowany przez chrześcijaństwo motyw stworzenia, to w dużej mierze babiloński epos enuma elisz. Zapewne to stąd Żydzi podprowadzili idee stworzenie za sprawą mocy samych słów potężnej praistoty, nawet kolejność powstałych po sobie elementów świata, jest identyczna jak u Mezopotańczyków.

Jeśli przekonał kogoś dowód kosmologiczny i dla istnienia świata potrzebuje boskiej interwencji, polecam przepiękne legendy będące dziedzictwem Indian Lakota i Nawaho. Opowieść o wietrze stworzonym przez mgłę świateł, już za sprawą swojej poetyki, zasługuje na większy splendor niż tradycja islamsko-judeo-chrześcijańska. Są jednak i mity bardziej odpowiadające naszej dzisiejszej wiedzy na temat początków. Mniej infantylny, a przy tym zgodne ze współczesnymi zapatrywaniami opis zawdzięczamy Orlokom, żyjący na Sachalinie. Wyznają oni zaskakująco prawdziwy przekaz narodzin naszej planety. Ich szamańska religia opowiada o początkach Ziemi, jako nieprzyjaznej krainie, Ziemi jedynie płynnej magmy bez śladów życia. Dopiero zastygła lawa, daje początki skałom na których wyrasta nasz świat. W owej opowieści pojawia się co prawda pierwszy człowiek, eliminujący po kolei inne "słońca", tak aby w ostatecznym rozrachunku zostawić nam jedno, jednak sam motyw początków jest imponujący (Nie mogłem oprzeć się pokusie, nie skomentowania tego faktu mini-komiksem po prawej. Wykradłem go z większej całości którą gorąco polecam). Za wszechświatem istniejącym od zawsze optuje indyjski dżinizm i japoński szintoizm, cześć z wielu religii Aborygenów, oraz w pewnym sensie Mormoni. Budda natomiast nauczał, że pytanie o początki świata jest poza zasięgiem wiedzy człowieka. Pytanie te rodzi jedynie niedosyt wiedzy, przez co buddyzm w ogóle nie zajmuje się tą kwestią.

1 komentarz:

  1. "u Indian Kanadyjskich przewodził w tym kruk o imieniu Raven"

    Aha, aha, oryginalne imię, nie powiem. Zastanawiające, jak to indiańskie imię kruczego demiurga jest podobne do angielskiego słowa "kruk".

    OdpowiedzUsuń