22 listopada 2008

Przepis na czajniczka

Na poważnie zastanawiałem się nad wstawieniem po lewej stronie bloga działu, "rekomendują mnie:". Przez parę lat nasłuchałem się co myślą o mnie zakochani w Nikola Tesli, kreacjoniści i uzdrawiacze. Niestety do tej pory nie zbierałem tych chwalebnych wypowiedzi. Moim ostatnim nabytkiem jest wypowiedz Pani Marii Sobolewskiej z "Gabinetu Astropsychologii" określająca mnie jako "dziecko, które wpadło w racjonalistyczno-ateistyczne oszołomienie neofity". Mniej więcej wszystkie brzmiały w ten sam deseń, co bynajmniej nie przyjmuje jako przywarę, wręcz przeciwnie. Do tej notki natchnął mnie obfity komentarz Pani Sobolewskiej zostawiony pod tekstem "klika czarodziejów", traktującym o niemożności rzetelnych badań zjawisk paranormalnych przez sceptyków.

Wciąż wierze, iż każdy sceptyk ma w swoich korzeniach naiwny okres, przyjmowania każdego sensacyjnego faktu, bezrefleksyjnie etykietowanego jako prawdę. Jako dziecko posiadałem w swoich zbiorach stertę poszarpanych gazet, a w nich doniesienia z tajemniczego, niezbadanego świata. Pamiętam malusieńką książkę "ABC Tajemnic", w której pod każdą literką serwowano króciutki tekst pobudzający dziecięcą wyobraźnie. Przykładowo, pod literką "E" widniały słynne Elfy z Cottingley, bezspornie dowiedzione oszustwo. Oczywiście autor książki nie pofatygował się o choć słowo sprostowania, iż sprawa ta została wyjaśniona - i teraz pytania, czy brak wzmianki o fałszerstwie zdjęć elfów było celowe czy wynikało z niewiedzy autora. Obie możliwości są kompromitujące, jednak pokazują, że czytanie i pisanie o zjawiskach paranormalnych, a zainteresowanie nimi, to w rzeczywistości dwie różne rzeczy.

Fizyk, Janusz Gil, napisał kiedyś, iż każdy wierzący w UFO, straci tą wiarę jeśli tylko mocniej zagłębi się w ten temat. Najszersza drogą do sceptycyzmu wiedzie przez naszą dociekliwość i nienasycony głód informacji odnośnie zjawiskami paranormalnymi. Zagłębianie się w szeroko pojętą para-sferę, jeśli tylko nie zatracimy gdzieś zdrowego rozsądku, prowadzi nas wprost do wojującego sceptycyzmu. Jeśli ktoś rozumie istotę tym wszystkich dziwów, jego krytyczne stanowisko jest tu jedynie wypadową posiadanej o nich wiedzy. Nie jest to też wielki masochizm. Przez takie internetowe obcowanie możemy poznać sporo sympatycznych, a przede wszystkim (pomimo kuriozów w jakie wierzą), inteligentnych ludzi, od których sposób dowiedzieć się wiele na temat źródeł wiary w te niedorzeczności. Jak na amatora, wydaje mi się, że przyzwoicie się na tym znam, zatem sceptycyzm nie wynika z ignorancji, wręcz przeciwnie. Tylko sceptyk w rzeczywiście interesuje się tymi zjawiskami, tylko on sprawdza postacie autorów, istnienie opisywanych miejsc, inne możliwości wyjaśnienia. To oczywiście wciąż za mało aby z całą pewnością wyrokować o tych zjawiskach. Już nie pamiętam kogo to zdanie, ale zgadzam się z nim, że ideałem sceptyka, byłby człowiek o wykształceniu psychologicznym, antropologicznym, fizycznym, statystycznym, medycznym, będąc jednocześnie biegłym iluzjonistą. Wydaje się niemożliwością aby zebrać te cechy ww jednej osobie, zatem jeśli nie ma wokół nas wszystkich ekspertów z podanych dziedzin, należy być powściągliwym w okrzykach, "dowód! a jednak istnieje! Ateizm jest tu tylko naturalną konsekwencją tak pojmowanego sceptycyzmu. Jest to podejście ze świadomością różnić jakie dzielą sferę zjawisk paranormalnych i religię, jednak bez taryfy ulgowej dla tej drugie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz