9 listopada 2008

Kalendarz stworzenia

Najprawdopodobniej nasza planeta nie doczeka się nigdy urodzinowego tortu. Może tak jak kobietę, nie należy pytać ją o wiek, nie mniej wiek ten znamy. Powiem tylko, że na okulary miałaby 4,6 miliarda procent zniżki. Nie mniej nie znamy konkretnego dnia, godziny o której można by powiedzieć, "i o to powstała Ziemia". Na (nie)szczęście ludzką wyobraźnie nie krępuje umiar i rozsądek. Przemożne potrzeba wskazania końca i początku wszystkiego, nawet wtedy, kiedy ten początek ewidentnie nie występuje jest skrzywieniem najprawdopodobniej wyniesionym z wycinka świata który obserwujemy, gdzie rzeczywiście rzeczy wydają się mieć swój początek i koniec. Niemożność myślenia o rzeczy istniejącej a nie mającej swego początku, doprowadza nas do obsesji ustalenia narodzin, czy to wszechświata (który bynajmniej nie musiał mieć początku) czy to człowieka (w tym wypadku podwójnych narodzin, człowieka jako gatunku i człowieka jak jednostki, w łonie matki). Chyba największych "specjalistów" mieliśmy jednak od ustalania wieku Ziemi.

Jeden z pierwszych chrześcijańskich ekspertów, to żyjący w VIII wieku islandzki mnich Beda. Zapewne po dniach namysłu, doszedł on do wniosku, iż Ziemia (a zatem i wszechświat który powstał parę dni wcześniej) Bóg stworzyć musiał na wiosnę. Miało to nastąpić ze względów rolniczych, dla Adama, aby nie nudził się i miał co z sobą robić, kiedy nie było jeszcze Ewy. Idee tą popierano szeroko jeszcze w XIII wieku. Inni na czas stworzenia wybierali wrzesień, sugerując się wzmiankami o wodzie z Księgi Rodzajów. Najsłynniejszym dokumentem z Ministerstwa Głupich Dat, jest 9 rano, 23 października, 4004 przed Chrystusem, autorstwa wicekanclerza Uniwersytetu Cambridge Johna Lightfoota. Rok zapożyczył od arcybiskupa Uchera, przy rachubach posiłkującego się Biblią, zaś szczegółowa data to po prostu dzień i godzina rozpoczęcia wówczas roku akademickiego w Cambridge.

Pierwsza próbę naukowego ustalenia wieku Ziemi zawdzięczamy osobie Georgesa Leclerca de Bufona. Wyszedł On, z dla nas trudnego do zaakceptowania założenia, powstania Ziemi jako efektu impastu komety ze Słońcem. Wyrzucona w ten sposób materia, miała stać się zaczątkiem naszej jak i innych planet Układu Słonecznego. Licząc czas potrzebny do ostygnięcia rozgrzanej kuli do temperatury dzisiejszej Ziemi, wykalkulował on wiek ziemi na 74 tysiący lat. W swoich obliczeniach posunął się jednak dalej, wyliczając nawet czas do ostygnięcia Ziemi do temperatury uniemożliwiającej (z powodu chłodu) jakiekolwiek życie. Według Leclerca de Bufona, zostać nam miało jakieś 93 tysięcy lat.

Od wieku XIX mamy do czynienia z dwoma szkołami liczenia wieku naszej planety, uniformitarystami i katastrofistami. Uniformitarysci, tacy jak Karol Darwin, uważali iż zjawiska geologiczne dają się wytłumaczyć wyłącznie za pomocą praw fizyki. Przy tym poglądzie nie istniała potrzeba odwoływania się do katastrof w rodzaju biblijnego potopu, jak czynili to katastrofiści. Uniformitaliści szacowali ten wiek na kilkaset milionów lat, zaś ich przeciwnicy, wśród których najznamienitszą role odegrał słynny Lord Kelvin (autor pracy, o wszystkoznaczącym tytule "Krótkie rozprawienie się z uniformitaryzmem w geologii”), twierdzili iż jest wielokrotnie mniejszy, najwyżej kilkanaście, kilkadziesiąt milionów lat. Co ciekawe, patrząc z naukowego punktu widzenia tamtej epoki, racja nie stała po stronie uniformitarystow, gdyż patrząc na zasób ówczesnej wiedzy, to katastrofzm wydawała się poglądem bardziej nasyconym faktami. Dziś oczywiście wiemy, iż Ziemia jest o wiele starsza niż w najśmielszych przypuszczeniach sądzić mogli uniformataryści, jednak mając na wzgląd wiedza jaką dysponowano na przełomie XIX i XX wieku, to wyliczenia Kalvina były wyliczeniami poprawnymi. Kalvin nie wiedział jednak o istnieniu promieniowania, przy którym jego wyliczenia czasu ostygnięcia Ziemi biorą w łeb, ponieważ Ziemia rozgrzewana jest od środka w skutek rozpadu pierwiastków promieniotwórczych. Debatę to wspaniale opisał Andrzej Wróblewski w starej ale jarej książce, "Prawda i mity w fizyce".

Ostatnie lata przyniosły nam regres i ucieczkę, z wydawałoby się, pewnego i solidnego naukowego gruntu. Za sprawą religii przebijają się głosy cofające nas wprost do średniowiecza. Im argumenty głupsze, tym popularniejsze, zanikło gdzieś poczucie wstydu i zażenowania przed głoszeniem podobnych bzdur, aby przypomnieć w tym miejscu choćby Janusza Korwin-Mikke i jego "świat stworzony wczoraj". Na arenę wkracza najbardziej prymitywny kreacjonizm, bynajmniej nie tylko od strony chrześcijańskiej (głównie protestanckiej), ale również od strony islamu czy hinduizmu. Im nasza wiedza solidniejsza, tym upór i pewność co do prawdziwości głoszonych przez duchownych bzdur większa. Obawiam się, że nawet mnich Beda przecierałby oczy ze zdumienia, patrząc na współczesne pomysły dopasowania świata do religii.

4 komentarze:

  1. ależ idea świata stworzonego 15 minut temu niczym nie różni się od agnostycyzmu: tak jak nie możemy udowodnić ani zaprzeczyć istnienia boga, tak samo nie możemy zaprzeczyć twierdzeniu, że wszechświat został stworzony 15 minut temu od razu w takiej postaci, jak teraz - po prostu nie mamy odpowiednich sposobów na sprawdzenie tej tezy, podobnie jak nie możemy udowodnić nieistnienia boga. wydaje mi się nawet, że Russell też o tym mówił, że nie da się tego jednoznacznie odrzucić.

    jednakże, podobnie jak agnostycyzm podchodzi do boga, tak samo można podejść do potencjalnego młodego wieku ziemi: czy prawda jest taka, czy inna, nie robi to nam naprawdę żadnej różnicy, więc po co się tym przejmować?

    w sumie, idąc dalej tym tropem, można dojść do wniosku, że nie da się udowodnić nic - bo nie da, najpierw trzeba założyć, że pewne rzeczy są prawdziwe (tak jak my zakładamy prawdziwość naszych zmysłów - solipsyzm zatem jest odrzucany), a dopiero potem wnioskować. tak właśnie jest tworzona matematyka - najpierw przyjmuje się system aksjomatyczny, a za jego pomocą i na podstawie reguł wnioskowania udowadnia się inne twierdzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nieskończenie wiele rzeczy, których obalenie i potwierdzenie stać będzie poza naszym zasięgiem - czego tytułowy czajniczek Russella jest najlepszym dowodem. Z tego co mi wiadomo, akurat w tym wypadku Russell się pomylił. Słynną torbę zgubiona przez astronautkę Heidemarie Piper, podczas prac przy Stacji Kosmicznej, spokojnie możemy dostrzec z Ziemi nawet przez lornetkę. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ten sam sposób wyśledzić potencjalnego czajniczka - ale to tak na marginesie :) W życiu bardzo często stajemy przed takim wyborem, nie mając pełnych danych mogących nas jakoś ukierunkować. Nie ma tu chyba jakiejś złotej zasady, na istnienie i nieistnienia, a każdą rzecz należy rozpatrywać z osobna. Mnie tak jak Ciebie Adamie przekonuje kryterium doświadczalności, a to że jest ono bardziej poczytne niż sny jest oczywiście kwestią konwencji.

    OdpowiedzUsuń
  3. czy Russell się pomylił? z tego co pamiętam, czajniczek chyba miał okrążać słońce po odległej orbicie, zatem wszystkie aktualne metody badawcze można odrzucić - dzisiaj wciąż znajduje się nowe planetoidy w układzie słonecznym, które są raczej nieco większe niż czajniczek.

    zgubiona torba? ciekawa historia, nie słyszałem.

    OdpowiedzUsuń
  4. W oryginale czajniczek latał sobie "between the Earth and Mars" a więc dość nieprecyzyjnie. Trochę szperałem i z tego co się rozeznałem w 1952 roku, czyli wtedy kiedy Russell wypowiadał te słowa, największym teleskopem świata był Hale telescope w Kalifornii, wybudowany w roku 1948 (który pod pewnymi względami wiódł prym aż do roku 1993). Russell chyba nie wiedział, że "widoczność ziemska", nie przekłada się na "widoczność orbitalną" - tzn, pomimo że 30 cm torba lata 360 km ponad naszymi głowami, znajduje się na granicy widoczności naszych oczu! Gdyby postawić 350 km od nas, na prostej, pustej autostradzie, 30 cm kwadrat, nigdy byśmy nie zobaczyli go gołym okiem. Zaryzykuje i powiem, że możliwość dostrzeżenia orbitującego czajniczka nie tyle się zdezaktualizowały, ale była nieprawdziwa już w momencie wypowiadania tych słów. Owa latająca skrzynka narzędziowa jest 10 mld razy jaśniejsza, niż to co potrafimy dostrzec (tzn dzieli ją 26 wielkości gwiazdowych)! A jeśli dobrze pójdzie, już za 7 lat, czyli razem z ukończeniem Overwhelmingly Large Telescope w Chile, będzie 100 bln razy jaśniejsza, niż to co będziemy potrafili dostrzec! :)

    O zgubionej torbie narzędziowej tutaj: http://swiat-jaktodziala.blog.onet.pl/2,ID351622983,index.html plus rzecz jasna pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń