6 listopada 2008

Dzieje jednej notki.

Dzięki telekompromitacji która przez 2 tygodnie nie potrafiła naprawić mi internetu, uciekł mi jakże piękny temat Wszystkich Świętych. Cykliczna impreza odwiedzania miejsc biodegradacji naszych bliskich, miała być sposobnością do refleksji nad ułomnością chrześcijaństwa - te bazujące na zachłanności księży, same w sobie wydają mi się równie ułomne. Odnośnie świąt okołolistopadowych podzielam zdanie Michaela Onfreya, że chrześcijaństwo afirmuje śmierci i cierpienie, a stałe przypominanie o naszym końcu ma być czymś, na co warto poświęcić swoje życie. Znamiennym jest, iż nie ma w liturgicznym kalendarzu święta poświęconego żywym. Niestety, chryzantemą nie wypełnimy braku po utraconych rodzicach czy dzieciach, należało cieszyć się nimi za życia... niekoniecznie wlokąc ich 1 listopada na cmentarz. Jak mawiał Steven Pinker, "Kult przodków musi być ideą sympatyczną dla tych, którzy niebawem mają zostać przodkami". Niemniej ta dziwna hierarchia wartości, ceniące wyżej śmierć niż życie, nie będzie myślą przewodnią tej notki - termin ewidentnie nieaktualny.

Jako że marne życie człowieka bez internetu, zająłem się odkurzaniem starych książek. Po pięciu latach powróciłem do "Mitologii Celtów" Jerzego Gąsowskiego, przeczytanej niegdyś na zajęcia - albo mi się wydaje że przeczytanej, może tylko wypożyczonej, nie ważne. Zainteresowała mnie postać św. Patryka, uosabiającego szereg druidzkich cech, począwszy od jego irlandzkich szlaków pokrywających się z drogami mitycznych bogów, po laskę ożywiającą zmarłych. I wtedy przyszła mi myśl jeszcze bardziej bluźniercza, kij w oko druidzkiemu Patrykowi, jeśli pod nosem mam maga w postaci samego Jezusa! Idea Chrystusa jako maga, teurga i taumaturga, nie jest w naszym kraju specjalnie rozpropagowana. O takim odczytaniu tej postaci nie wiedział Pastuszka ani żaden z jego komentatorów biorących udział w dyskusji, odkrycia przed miesiącem w Aleksandrii starożytnego naczynia opatrzonego napisem "Od Chrystusa Maga". W Polsce tezę tą lansuje religioznawca Jacek Sieradzan, ale to co znalazłem w jego "Jezus Magus" to już myślą najbardziej sensacyjną. W poszukiwaniu interesującego motywu, grzechem byłoby nie oskubać dodatku "Jezus nie umarł na krzyżu".

W Nowym Testamencie można znaleźć wiele świadectw wskazujących na to że Jezus nie umarł na krzyżu i że jego błagalne modlitwy o ocalenie przed śmiercią zostały wysłuchane. Słowa Ewangelii Jana (19.28-30) mają potwierdzać teorię, według której Jezus był pewien, że nie umrze na krzyżu. Idea ta pojawia się również w Koranie gdzie autor - mając na myśli Jezusa stwierdza, że "ani Go nie zabili, ani Go nie ukrzyżowali", zaś sam Mahomet dodaje, że Jezus wraz z matką "znalazł schronienie na wzgórzu spokojnym" (…) Zdaniem zwolenników tej tezy życie Jezusa uratował zawiązany przez jego przyjaciół spisek. Wydaje się mało prawdopodobne aby po wypiciu pobudzającego octu (Mt 27.48) Jezus natychmiast umarł. Bardziej prawdopodobne jest, iż zgodnie ze zwyczajem i tradycją epoki, skazańcowi podano rodzaj narkotycznego wywaru, kadzidła zmieszanego z winem, w celu złagodzenia cierpienia. Po jego wypiciu Jezus "oddał ducha" i został uznany za zmarłego, co niektórzy interpretują jako zapadnięcie w letarg. Gdyby był konający nie mógłby wydać z siebie przedśmiertnego okrzyku "wykonało się". Osoba oddelegowana do tego aby stwierdzić zgon nie mogłaby tego nie zauważyć, tudzież świadomie zataiła prawdę. Znamienne jest, że setnik nadzorujący żołnierzy krzyżujących Jezusa, sam wydaje się jego zwolennikiem, nazywając Chrystusa "Synem Bożym". Być może to właśnie setnik, nie tyle przebił, ile raczej dźgnął (gr. enyksen) Jezusa włócznią, wskutek czego z ciała wypłynęła "krew i woda" (J 19.34). Wynika z tego, że Jezus wtedy jeszcze żył. Z jego ciała nie mógł wypłynąć płyn surowiczy, tworzący się podczas rozkładu krwi, ponieważ ma to miejsce dopiero w sześć godzin po śmierci. W rzeczy samej Marek nie mówi, że Jezus umarł, tylko że "oddał ducha" (…) Zdziwienie, że Jezus mógł umrzeć tak szybko, już po trzech godzinach, wyraził Piłat, nie zwracając nawet uwagi, że poproszono go o wydanie ciała (soma) a nie zwłok (ptoma). Po zdjęciu z krzyża ciała Jezusa nie umyto, lecz spowito w swego rodzaju ogromny plaster opatrunkowy, które tworzyło płótno z dodatkiem prawie 33 kg mirry i aloesu (J 19.39), środków leczniczych, dezynfekujących i przyśpieszających gojenie ran. Nie było to typowe postępowanie z ciałem zmarłego, ponieważ zwłoki, zgodnie z żydowskim obyczajem, namaszczano samym tylko olejkiem i wrzucano do dołu zasypywanego ziemią.
Sieradzan, przez całą książkę niezwykle chłodny i neutralny, w cytowanym dodatku daje upust emocjom, zrywa z poprawnością, wkraczając na tak przeze mnie wyczekiwaną drogę bluźnierstw. Bez pardonu atakuje On Kościół, nazywając go instytucją do „walki z kondomami i spiralami”. Lichość dogmatu o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, pomimo dwuznacznej relacji jaką reprezentują sobą starożytne dokumenty, dostrzega również w przekazach o zmartwychwstaniu.

Ponieważ każdy z ewangelistów podaje inną wersje związanej z opuszczeniem przez Jezusa grobu. Według Ewangelii Jana i Marka (gwoli ścisłości, najstarsza wersja Ewangelii Marka nie wspomina o zmartwychwstaniu. Znajdujący się w niej obecnie rozdział 16 jest powszechnie uważany za późniejszy dodatek) Chrystus ukazał się wpierw Marii Magdalenie, według Ewangelii Mateusza Marii Magdalenie i drugiej Marii z Galilei, natomiast według Łukasza, dwóm uczniom na drodze do Emaus. Wszystkich przelicytował Paweł, który choć nie znał osobiście Jezusa, to jednak zapewniał, że ukazał się on "więcej niż pięciuset braciom naraz" (1Kor 15.6). Interesujące dla takiej perspektywy odczytania tej historii jest gnostycka Ewangelia Piotra, która wspomina o tym jak "widziano trzech mężów wychodzących z grobu, dwu podtrzymywało jednego"!
Problem naszego Jezusa, to również dylemat jego dalszych losów. Kłopotu tego nie mają oczywiście osoby wierzące w jego śmierć i zmartwychwstanie. Teorii losów Jezusa który nie dostąpił wniebowstąpienia jest co nie miara, od Indii po Francję, nie są to jednak hipotezy cierpiące na nadmiar dowodów. Pomimo, że zalatuje to Danem Brownem, i filmami Petera Josepha z racji porządku dopisze słowa Sieradzana i w tej kwestii:

Żyjący w III wieku Hierokles Sossianaus, gubernator rzymski, powołując się na Laktancjusza wspominał, iż "Chrystus został przez Żydów zmuszony do ucieczki, po czym zgromadził 900-osobową bandę". Byli to najprawdopodobniej członkowie esseńskiej wspólnoty z Damaszku. Istnieje również, rozpropagowana także wśród dzisiejszych chrześcijan, legenda o tym jak Piotr spotkał Jezusa w Rzymie. O tym, iż mogło nie być to objawienie a rzeczywiste spotkanie, świadczy świadectwo Swetoniusza, który wspomniał że cesarz Klaudiusz "Żydów wypędził (w roku 50) z Rzymu za to, że bezustannie wichrzyli, podżegani przez jakiegoś Chrestosa".
Oczywistym argumentem na obalenie cudownej historii śmierci i zmartwychwstania Jezusa, jest to, że jest ona niemożliwa. Nie można biologiczne umrzeć i zmartwychwstać. Można zapaść w stan zewnętrznych objawów śmierci i z niego to się przebudzić, nie ma tu jednak mowy o fizycznej śmierci, a zatem i o zmartwychwstaniu. Osoby przebudzone ze śmierci klinicznej, w rzeczywistości nigdy nie umarły, o czym świadczy chociażby pracujący w tym staniu mózg, magazynujący ich wspomnienia z którymi powracają do świadomości. Jak powiedział jeden z Ojców Kościoła, Tertulian, zmartwychwstanie "jest pewne ponieważ jest niemożliwe". No cóż, zasada "pewne bo niemożliwe" na stopie religijnej wciąż ma się całkiem solidnie.

6 komentarzy:

  1. Nie chce mi się wierzyć, że Sieradzan rzeczywiście użył (mocno błędnej) konstrukcji "w gwoli [ścisłości]", upewnia mnie o tym pewien komentarz na blogu sayitagain. Ale żeby nie było, że wpisuję się jedynie z powodu drobiażdżkowego uchybienia polszczyźnie, to zapodam (post)sarmacki dwuwiersz, który można wziąć za ilustrację kulturowego echa chrześcijańskiego zarządzania seksualnością ludzką:

    Nie gwoli swawoli, gwoli rozmnożenia
    użycz mi waćpanna swego przyrodzenia
    .

    Nie od rzeczy będzie wspomnieć o majtach z dziurą, wynalezionych z tej samej inspiracji i w tym samym (antyswawolnym) celu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze wsi jestem, pieprzeni puryści językowi :) :) Nie przeczę, zapewne jest to mój naddatek, żywię jeno nadzieje, że mnie Sieradzan za to nie zaskarży :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Re: komentarze na blog.atopowe.pl -- tak, jest problem z wstawianiem komentarzy. Będę musiał się temu przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywistym argumentem na obalenie cudownej historii śmierci i zmartwychwstania Jezusa, jest to, że jest ona niemożliwa. Nie można biologiczne umrzeć i zmartwychwstać.

    Szczerze mówiąc nie słyszałem o chrześcijaninie, który by twierdził, że Jezus zmartwychwstał "biologicznie". Według doktryny to był cud, czyli coś z definicji wbrew biologii i ogólnie wbrew prawom natury. Ten argument jest może dobry na obalenie naturalnej historii zmartwychwstania, ale na pewno nie cudownej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to nie wiem, ale wydawało mi się, że chrześcijanie wierzą w biologiczny powrót do życia po Jego zmartwychwstaniu. W znaczeniu, że na nowo zaczęła krążyć w nim krew, powrócił metabolizm. Jezus nie stał się chyba zombie, żywym trupem, tudzież jakiś chodzącym ciałem astralnym. Tak mi się wydaje, nie wiem jaka jest oficjalna doktryna. Oczywiście, jeśli dopuszczamy coś takiego jak cud, to dyskusja traci większy sens bo wszystko staje się możliwe - za wszystkim może stać cud.

      Usuń
    2. Chrześcijanie zdecydowanie wierzą, że ciało Jezusa zostało przywrócone do normalnego życia, z krążeniem, metabolizmem itd., ale uważają, że to przywrócenie do życia odbyło się w cudowny, a nie w naturalny sposób.
      Masz pewnie rację, że dyskusja traci sens, jeśli ktoś odwołuje się do cudów, kiedy mu wygodnie, ale tu chodzi tylko o jeden cud. Można więc, myślę, całkiem sensownie dyskutować czy to, że powstały teksty o cudownym zmartwychwstaniu i sporo osób zaczęło w to cudowne zmartwychwstanie wierzyć najlepiej wytłumaczyć za pomocą faktycznego cudownego zmartwychwstania, czy może jednak za pomocą tego, że ktoś coś zmyślił, przekręcił, miał halucynacje itp. Ewentualnie można próbować pokazać, że samo pojęcie cudu jest wewnętrznie sprzeczne.

      Usuń