23 listopada 2008

Diabeł na rozpracowaniu

Za namową przyjaciela udałem się na teologiczną konferencje dotyczącą magii i jej pokrewnych dziedzin. Plan spotkania wypełnioniono wszystkimi medialnymi i chodliwymi tematami, tym razem w poważnej, akademickiej i naukowej otoczce. Upatrzyliśmy sobie dzień drugi wykładów (fragment na konferencyjnym plakacie, w tle dziecko prowadzone przez diabelską łapę wydobywającą się z piekielnych płomieni) z występem księdza egzorcysty jako gwiazdy poranka. Swego czasu pisałem już o egzorcyzmach, także tym razem jadąc na spotkanie, miałem już w zamyśle parę słów komentarza na bloga. Wcześniej gruntownie się przygotowałem, tak gruntownie jak tylko można się gruntownie przygotować nie odchodząc od komputera. Przewidywałem motywy najbardziej efektownych emanacji diabła. Zakładki przeglądarki zapełniłem zatem objaśnieniami sztuczek unoszenia się nad łóżkiem, od prostych trików jakie możemy wykonać bez żadnych przygotowań, po podniebny spacer między budynkami Crissa Angela i rozszyfrowanie fruwającego nad widownią Dawida Copperfielda. Niepotrzebnie. W wystąpieniu w ogóle nie poruszono tego tematu, a skupiono się na duchowym wymiarze tego zabiegu. Niepocieszona widownia nie usłyszała nawet w prost, czy takie nadnaturalne sytuacji mają kiedykolwiek miejsce. Jeśli jak mówi ks. Jagiełło, charczy i warczy jedynie 1% egzorcyzmowanych, możemy domyślać się, raz na jaki czas towarzyszą im wymienione wcześniej efekty specjalne. Zakładając, że prawdziwym fiksacją na tle religijnym nie towarzyszy świadome podrasowanie swoich wystąpień, unoszenie się łóżka nad podłogą będzie efektem matactw albo samego markującego opętanie, albo zabiegiem jego bliskich. Zastanawiam się czy kryterium unoszenia się opętanych nie byłoby najlepszym dowodem ich pseudo-dolegliwości. Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie, paranormalne zjawiska są dowodem, ale faktycznej obecności diabła.

Być może winę za mój piątkowy zawód ponoszę ja sam. Na swoje oczekiwania należało nanieść poprawkę w postaci audytorium tego spotkania, w którym osoby świeckie stanowiły mniejszość. Ludzie Ci nie potrzebują, tak jak ja, jakiś dowodów, na podważenie których już się szykowałem. Jeśli poświęcają swoje życie na walkę ze spersonifikowanym złem, nie trzeba przekonywać ich że ono istnieje. Przedstawianie statystyk, danych, wyników badań, przynajmniej na odcinku któremu się przysługiwałem, wydawało się w ogóle nieistotne. W czasie wykładu Jadwigi Zięby na temat magii nie padło ani jedno nazwisko badacza tematu niebędącego księdzem. Na próżno było w nim szukać podziału magii Jamesa Frazera, czy słynnej teorii magii Azande Evansa-Pritcharda. Na pytanie o relacje magii i nauki, nie usłyszeliśmy o bricolagu Lévi-Straussa, a o encyklice "fides et ratio", która de facto nic na ten temat nie mówi. Nie jestem w tym temacie wielkim ekspertem, ale wcale nim być nie muszę, ponieważ nie występuje z nim na konferencjach. Całkowite pomijanie dorobku nauki i zamykanie się jedynie w kręgu nauk kościoła, nie wróżą tu optymistycznie duchownym, czerpiącym z tych nauk. Kościół mógłby mieć w postaci nauki wielkiego sprzymierzeńca, tymczasem marginalizuje jej dorobek, tysiące badań i publikacji, które przecież wielokrotnie przewyższają tu dokonania katolickich instytucji. Także walka z zabobonem mogłaby stać się zaczątkiem do dialogu z ateizmem, punktem stycznym których tak nam brakuje. Ateizm, co prawda inną argumentacją i inną retoryką, nie mniej również wskazuje na te niebezpieczne zjawisko. O czym jednak mówimy, jeśli kościół katolicki prowadzi tu krucjatę z przesądem przez jednoczesne jego utwierdzenie. Jak się dowiedziałem, najprymitywniejszym przesądom przypisuje się rzeczywiste działanie. Horoskop, tarot, czarne koty i ludowe gusła, nie są złe za sprawą otumaniającego, skretyniałego charakteru, ale dlatego że działają(!), że mogą wpłynąć na nasze życie, wywołać w nim rzeczywiste skutki. Niestety, na głoszenie postulatu faktycznego działania splunięcia przez ramie, zgody być nie może. Dopóki utwierdza się ludzi w takich bzdurach, nie mamy o czym rozmawiać. Społeczeństwo należy ostrzec przez zgubnym skutkiem przesądów, jednak niekoniecznie poprzez wplątanie w to wszystko diabła. Smutną konkluzją jest to, że być może działający w dobrej wierze Kościół, w rzeczy samej przyczynia się do rozpropagowania złej wiary z którą walczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz