17 września 2008

A jednak... stoi w miejscu

Od kiedy za sprawą niedoszłego filmu, cała Polska dowidziała się o homoseksualizmie obrońcy Westerplatte, majora Sucharskiego, świat autorytetów stanął dla mnie na głowie. Są i jednak takie bastiony bohaterstwa narodowego, których nie imają się agenturalne przeszłości. Choć obawiam się że w przypadku dziadka Mikołaja, obawy o konszachty z wermachtem mogłyby być uzasadnione, pal licho jego trudną do ustalenia narodowość, nie liczy się kim się czuł, ale czyje banknoty uwieńczał, oo! Dziś wychodzi na to, że wszystko to jak krew w piach! Tym większa rozpacz po hucznie rozgłaszanym odnalezieniu grobu Kopernika, okazuje się iż równie dobrze mogliśmy przedrukować na dawnym tysiącu wizerunek Mistrza Twardowskiego, naukowość obu panów wydaje się dziś zbliżona.

Do rzeczy. Już współcześni Mikołajowi musieli jakoś przełknąć niespecjalną autorskość systemu heliocentrycznego. Pitagoras, Arystrach, Eratostenes, na domiar złego, jeszcze przed nimi astronomowie starożytnych Indii, upychanie Słońca przed Ziemią, miało swoich licznych entuzjastów jeszcze przed Kopernikiem. Na obronę Mikołaja można powiedzieć: "starożytność starożytnością, przede wszystkim liczy się kto odświeżył te poglądy po wiekach zapomnienia". I znów policzek w napchaną toruńskimi piernikami gębę - przez całe średniowiecze idea heliocentryczności była żywo komentowana w świecie islamu, gdzie muzułmańscy astrologowie od wieków reklamowali Słońce jako centrum swojego kosmicznego zainteresowania. Wybaczamy plagiat i posiłkowanie się bez przypisów, dopóty dopóki to coś sensownego i posuwa naszą wiedzę naprzód. I tu dopiero zaczynają się schody. Nawet jeśli przymknąć oko na dość szybko wychwycony błąd kolistości torów po których poruszać miały się planety - to wybacza,my można było się pomylić, koło wydaje się figurą idealną, łatwo można było się zwieść, elipsa ma w sobie jakąś taką bylejakość - co jednak począć z wadliwością głównego założenia?

Komu tylko wydaje się że to Ziemia krąży dookoła Słońca a nie na odwrót, niech otworzy szeroko oczy, bo już od około 100 lat wiemy że tak nie jest! Teoria względności namieszała nie tylko w świecie abstrakcyjno-matematycznych konstruktów nie mających żadnego przełożenia na humanistyczny upośledzony umysł, jej względność uderzyła w samego Kopernika. Nie ma w prawidłowej odpowiedzi co krąży wokół czego, bez wcześniejszego obrania punktem odniesienia. Biorąc za ten punkt raz Ziemia raz Słońce, raz jedno krąży wokół drugie, innym razem to drugie wokół tego pierwszego. Bądź tu teraz mądrym i wyślij sondę na Marsa tak, aby od razu nie spłonęła w Słońcu, istny galimatias!

To jednak nie koniec mącenia w nabytej w szkole wiedzy. Nie ważne co krąży wokół czego, ważne co jest, a raczej co nie jest w centrum wszechświata. Do dziś w nocy nie miałem tego problemu, na pytanie czy w centrum kosmosu znajduje się Ziemia, bez namysłu i z pewnością siebie odpowiedziałbym że nie. Do poduszki czytałem jednak Craiga Hogana, w końcu nie członka Towarzystwa Biblijnej Astronomii, a poważnego i szanowanego fizyka, a w nim taką oto informację:
Rzeczywiście, odnosimy wrażenie, że znajdujemy się w środku Wszechświata, ale wydawałoby się nam też również wtedy, gdybyśmy obserwowali Wszechświat z dowolnej innej galaktyki, w dowolnej innej chwili. Paradoksalnie, środek Wszechświata jest wszędzie i nigdzie (...) Każdy punkt jest środkiem - lub żaden, ponieważ nie ma wyróżnionego środka. Obserwator w dowolnym punkcie przestrzeni może przyjmować, iż znajduje się w środku.
No to ja już dziękuję, poddaję się i wracam do Ptolemeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz